Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.
MY-Kształciuchy Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Diabeł nie taki straszny jak go malują...
Autor Wiadomość
Bialy 
Football Fan


Otrzymał 1 piw(a)
Wysłany: 2008-09-08, 13:17   Diabeł nie taki straszny jak go malują...

"Kibole zdemolowali centrum miasta!" – przeczytać możemy na portalu Onet.pl. Kiedy uważny czytelnik zechce jednak dokładniej zlokalizować to "centrum" dowiaduje się, że chodzi o warszawski park na Podzamczu. "Policja nie używała siły" – udziela wywiadu dla telewizji TVN rzecznik Komendanta Stołecznego Policji, nadkom. Marcin Szyndler. O tym, że używała i to w wyjątkowo brutalny sposób z mediów się już jednak nie dowiemy…

Prezentowany poniżej tekst z pewnością nie jest obiektywny - jest osobistą relacją z wydarzeń, które mieliśmy nieszczęście obserwować. Ma jednak jedną, ogromną zaletę - jest relacją osób, które były na miejscu...

- Nie będzie odpowiedzialności zbiorowej – zapewnia rzecznik stołecznej policji po wczorajszych zajściach z udziałem kibiców Legii w okolicach stadionu Polonii. Nie będzie, bo już była! Jak inaczej nazwać sytuację w jakiej znalazło się kilkuset ludzi (tak, tak – może to dla niektórych nowe spojrzenie na sprawę, ale kibic to też człowiek), którzy przez 4 godziny w bydlęcych warunkach, bez dostępu do wody i toalety, spałowani i zagazowani, wysłuchując aroganckich żartów i docinków funkcjonariuszy policji, pod ostrzałem kamer telewizji TVN, oczekiwali na zatrzymanie i przewiezienie na warszawskie komisariaty?

Ale po kolei. Wczoraj ok. godz. 18.00 kilkusetosobowa grupa kibiców Legii w asyście policji wyruszyła z centrum miasta w stronę ul. Konwiktorskiej. Po dojściu do stadionu Polonii odpalono kilka rac, które poleciały w stronę grupki fanów Polonii. Fakt niezaprzeczalny i ewidentnie naganny. Ale… Do akcji wkroczyła policja. Nie odizolowała jednak prowodyrów zajść, nie skupiła się na ściganiu osób, które rzucały racami (najsprawniejszych, którym w dziecinny sposób udało się wydostać spod czułych pieszczot policyjnych pał), a rzuciła się do pałowania i gazowania wszystkich, którzy akurat stanęli jej na drodze. To nic, że w centrum wydarzeń znaleźli się przypadkowi przechodnie, starsi ludzie wracający z zakupów, niewidomi, wychodzący z pobliskiej siedziby Polskiego Związku Niewidomych. Zamiast kordonem zepchnąć kibiców w jedno miejsce i dalej w spokoju odkonwojować do wyznaczonego celu, policjanci rzucili się z ułańską fantazją do pałowania. Tych bardziej krewkich mundurowych uspokajać musieli ich bardziej opanowani koledzy: - Już wystarczy! Już k… mówię! – krzyczeli do zaaferowanych akcją młodszych funkcjonariuszy, wylewających właśnie swoje życiowe frustracje pałami na kibiców. – Kto tu k… dowodzi!? – krzyczeli zdenerwowani dowódcy innych oddziałów, widząc nieporadność i nadgorliwość funkcjonariuszy. – Trzeba ich zrozumieć, dla wielu z nich to pierwsza taka akcja – tłumaczył młodych policjantów przed dziennikarzem jeden z bardziej doświadczonych funkcjonariuszy. Doprawdy bardzo to budujące – zostać spałowanym w imię ćwiczeń "zielonych" policjantów – kto by pomyślał, że będąc jedynie kibicem można się tak przysłużyć całemu społeczeństwu. Ale rzecznik prasowy policji zachowywał kamienną twarz i w chętnie udzielanych wywiadach przekonywał: - Policja w trakcie interwencji nie stosowała siły.

Sytuacja została szybko opanowana, policja uformowała kordon, połączyła wszystkie rozstrzelone wokół skrzyżowania ulic Konwiktorskiej z Bonifraterską grupki kibiców i odeskortowała wszystkich na Podzamcze. Tam fani Legii w spokoju oczekiwali na decyzje dowódców policji. Po kilkunastu minutach usłyszeli przez megafon: "Kibice Legii, tu policja. Nikt nie opuści kordonu, póki nie zostanie wylegitymowany! Prosimy o zachowanie spokoju i współpracę z policją." I rozpoczęło się kilkugodzinne oczekiwanie na "wylegitymowanie". Kiedy po dwóch godzinach bezczynności funkcjonariuszy ludziom zaczęły puszczać nerwy i zaczęli… pytać, kiedy w końcu zacznie się wypuszczanie z kordonu, usłyszeli, że mają skończyć dyskusje, albo "urządzi się im ścieżkę zdrowia". Były też bardziej oryginalne "żarty" policjantów, np. : "Jak się ściemni, to wszystkich zagazujemy". Kilka osób próbowało rozładować atmosferę – kibice odpalili race, położyli na trawie i zaintonowali: "Płonie ognisko i szumią knieje…", czym doprowadzili policję do wściekłości. Policjanci wpadli do środka kordonu i ugasili "ognisko". Kibice odpalili więc kolejne, z których dwie tym razem poleciały w stronę funkcjonariuszy. No i się zaczęło – ponownie, zamiast złapać osoby ciskające racami (według policji każdy ruch uczestników zajścia był ściśle monitorowany i filmowany, więc nie powinno z tym być problemu), policjanci postanowili pójść na łatwiznę – wbiegli w środek tłumu i zaczęli na oślep pałować i gazować ludzi. Wszystkich! - Przestańcie gazować! Tu są dziewczyny! – krzyczała przerażona kibicka. – Dziewczyny są? No to masz! – odpowiedział jej funkcjonariusz, ciskając prosto w twarz chmurą gazu z odległości pół metra! Ludzie dusili się, wili w konwulsjach. Wezwano pogotowie, które przez pewien czas od przyjazdu nie miało co robić, bo policja nie zgodziła się na wypuszczenie z tłumu najbardziej poszkodowanych osób!

Jeszcze o godz. 1.30 grupa kilkudziesięciu osób otoczona kordonem policji oczekiwała na zatrzymanie i przewiezienie do jednego z warszawskich komisariatów – od sześciu godzin bez picia, dostępu do toalety, bez prawa do pytań o to kiedy, dokąd i dlaczego zostaną przetransportowani.

Mówi się, że prawda zawsze leży po środku, że w sytuacji konfliktowej nikt nigdy nie jest bez winy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – ta stara prawda nie podlega dyskusji. Tak jest z pewnością również w tym przypadku – nikt nie kwestionuje tego, że kibice którzy dotarli pod stadion Polonii nie zachowywali się idealnie, że nie sprowokowali konfliktu z policją, rzucając w stronę fanów "Czarnych Koszul" rac. Czy jednak wolno któremukolwiek z dziennikarzy pisać, że "kibole zdemolowali centrum miasta", podczas gdy faktycznie ucierpiały dwie skrzynki pomidorów pobliskiego straganu warzywnego i to w wyniku panicznej ucieczki kibiców przed pałującymi na oślep panami w niebieskich mundurach? Czy można pisać o dzielnych policjantach uchylających się przed gradem kamieni, kiedy żadnych kamieni w pobliżu nie było? Czy w ogóle wolno, będąc dziennikarzem, opisywać wydarzenia, o których słyszało się z… innych mediów z perspektywy domowego fotela?! Czy wolno wypowiadać się przed telewizyjną kamerą, że policjanci nie użyli siły, kiedy faktycznie funkcjonariusze w brutalny sposób nadużywali pałek?!

Według policji około 700 pseudokibiców zostało zatrzymanych. 700 pseudokibiców, czy 700 osób pośród których są pseudokibice? Ilu osobom spośród tych setek postawione zostaną zarzuty czynnej napaści na funkcjonariuszy? Pięciu, dziesięciu, dwudziestu? Ilu z nich policja faktycznie udowodni dopuszczenie się czynu zabronionego? Z pewnością będziemy mogli policzyć ich na palcach jednej ręki. Maksymalnie kilkadziesiąt osób ponosi winę za zajścia - wczoraj spałowano, zagazowano i potraktowano jak zwierzęta kilkaset!

Ale - pokażcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf. Na swojej oficjalnej stronie internetowej stołeczna policja zapowiada już, że pośród zarzutów postawionych uczestnikom feralnego przemarszu znajdą się także te o "udział w zbiegowisku". Z tym zarzutem ciężko będzie komukolwiek dyskutować. Genialny sposób na podniesienie policyjnych statystyk – 700 zatrzymanych, 700 skazanych – media szaleją, policja triumfuje, ordery, pochwały, premie! – Po co szli! – usłyszałam wczoraj od osoby z klubu przy Łazienkowskiej. Fakt – pozamykajmy stadiony, spalmy wszystkie szaliki, zabrońmy kibicowania, a każdego łamiącego ten zakaz ku przestrodze publicznie wieszajmy przed ratuszem. Nie będzie burd, nie będzie rac, nie będzie problemów.. niczego nie będzie!

W trakcie całej akcji policji byliśmy świadkami tylko jednego zachowania funkcjonariuszy zasługującego na pozytywną ocenę. Młody chłopak leżący na chodniku – pobity, zgazowany, czy trafiony racą – nie wiemy, ale na pewno w kiepskim stanie. Policjant nachyla się do niego, wkłada do ręki portfel, który wypadł chłopakowi z kieszeni, zdejmuje mu z szyi szalik i podkłada pod głowę. Potem gładzi po głowie i mówi: "Spokojnie, karetka już jedzie". Czyli jednak można nosić niebieski mundur i pałę przy boku, a jednocześnie myśleć, czuć i pozostawać człowiekiem. Szkoda, że to wciąż w naszym kraju takie niepopularne.



Początek zamieszek – wymiana rac pomiędzy kibicami Legii, a Polonii.


Kibice są pacyfikowani pałami przez policjantów.


Chłopak właśnie skuwany w kajdanki, który jeszcze przed chwilą uciekał przed policją, miał dużo szczęścia – do pałującego go policjanta podbiegł drugi funkcjonariusz krzycząc: “Już wystarczy! Już k…!”


Niewidoma kobieta usiłuje wydostać się z kordonu policji…


… wszyscy mundurowi są jednak bardzo zajęci, nikt więc kobiety z białą laską nie dostrzega…



Kolejne oddziały policji dołączają do kolegów na skrzyżowaniu Konwiktorskiej z Bonifraterską.


Sytuacja wygląda na opanowaną – choć w tłumie kibiców znalazło się sporo zwykłych przechodniów, nikomu nic się nie stało. Dlaczego w tym momencie nie zakończono policyjnej akcji? Komu zależało na eskalacji konfliktu?


W kordonie policji kibice są odprowadzani na pobliskie Podzamcze.


Po drodze mijają poszkodowanego chłopaka…


…który trafił na policjantów o ludzkich twarzach i odruchach. Mundurowi uspokajają kibica, podkładają pod głowę bluzę i szalik.



Na Podzamczu kibice w spokoju oczekują na zapowiedziane przez policyjny megafon legitymowanie i pojedyncze wypuszczanie z kordonu…


…z czasem jednak zaczynają zadawać pytania: czemu nic się nie dzieje, na co czekamy, kiedy nas puścicie? Wśród odpowiedzi policjantów padają „żartobliwe”: „Zamknij się, albo zrobimy ci ścieżkę zdrowia”, „Poczekamy aż się ściemni i was zagazujemy”.


Jest 23.00. Kibice nadal czekają. Nikt nie wie dlaczego tyle czasu zabiera tak licznie zgromadzonym policjantom legitymowanie uczestników zgromadzenia. Wszyscy kibice zostaną zatrzymani i przewiezieni na pobliskie komisariaty…


…a policja zbiera dowody popełnionych przez kibiców czynów zabronionych: wypalone race, ochraniacze na szczęki.


Źródło: legia.com.pl

Panie Walter dziękujemy!!
 
 
stanmor
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-08, 16:40   

Należy współczuć przypadkowym ludziom i kibicom, ale dokąd sami kibice nie zapanują nad prowodyrami tych zajść to musimy się liczyć z takimi konsekwencjami. Nie chcę usprawiedliwiać policji, ale osobiście mam dosyć tych rozrób. Chciałbym móc pójść na mecz i czuć się bezpieczny bez względu na to komu będę kibicował. Póki co, nie chodzę, bo się boję.
Pozdrawiam
 
 
Bialy 
Football Fan


Otrzymał 1 piw(a)
Wysłany: 2008-09-08, 19:38   

do usunięcia
 
 
manko 


Otrzymał 9 piw(a)
Wysłany: 2008-09-08, 19:55   

Relacja jest prezentacją spojrzenia na całokształ incydentu przez jedną stronę konfliktu.
Subiektywną i niewiarygodną (wyolbrzymianie zdarzeń korzystnych, minimalizacja czynów niekorzystnych).
Należy wysłuchać i drugiej strony - w tym wypadku policji.
Wtedy można wydać sprawiedliwy sąd.
Jednak - nie będąc obiektywnym sędzią - mam zdanie własne, nieprzychylne kibolom...
_________________
PiSzMY PiĘKNIE... :)
 
 
Yanneve
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-08, 20:14   

Uważam, że masz rację manko - dopiero porównanie obydwu wersji wydarzeń może dać w miarę obiektywny pogląd na całą sprawę. Jednak, tak samo jak i Ty, jestem przeciwna kibolom, którzy na pewno sprowokowali jakoś policję. Z drugiej zaś strony, policjantom też mogło odbić, z różnych powodów: bo chcieli się wykazać, ze stresu (policjant to jednak stresujący zawód), bo to ich pierwsza akcja lub...i tu przypomina mi się Eksperyment prof. Zimbardo Dotyczy on wprawdzie bardziej więzień, ale przecież był taki moment, że kibole byli otoczeni kordonem policyjnym. Tak mi się to jakoś kojarzy...
Inna sprawa, że media każdy wicherek rozdmuchują do rozmiarów potężnego huraganu, a Onet.pl w tym dość mocno celuje. Ileż to razy już się nabrałam na "kontrowersyjny" temat jakiegoś niesamowitego newsa :/
 
 
jolar 


Piwa: 34/6
Wysłany: 2008-09-08, 21:43   

Czy ktoś był w Warszawie kiedy odbywały się ważne dla legionistów mecze na Legii ? Ja niestety zachowania kiboli znam z autopsji, przemieszczanie się. tego dnia po mieście jest po prostu niebezpieczne a rozpierzchnięte po mieście grupki kibiców do póżnych godzin nocnych , swoim wrzaskiem i przekleństwami skutecznie wywołują strach wśród normalnych ludzi .Wrzask "Legia pany " rozbrzmiewa jeszcze długo po jakimkolwiek meczu . Nie wierzę w normalną chęć kibicowania i mam prawo nie wierzyć, za dużo widziałam, bo tak się ułozyło , że mieszkam i mieszkałam przy Trasie Łazienkowskiej. Nie wiem kto zawinił , ale wiem jedno, to nie były aniołki a policja jest od pilnowania porządku , tej nocy jakoś nie było słychać burd i o to chodzi .
 
 
pepe 
ZEUS


Wysłany: 2008-09-08, 22:35   

Moim zdaniem winni są jedynie kibice. Pomimo mojej najszczerszej niechęci wobec policjantów uważam że wszystkie zdarzenia są sprowokowane przez "kiboli". Nie mówię tu o rzucających racami ale o wszystkich w "pochodzie". Bo w całej historii kibicowania w różnych dziedzinach sportu okazuje sie, że taki przemarsz nie jest koniecznością i nijak sie ma do widowiska sportowego. Jest to wymysł "naszych czasów" gdzie właśnie na wzór spędu bydła ludzie przyłączający się do marszu korzystają ze wszystkich "dobrodziejstw" anonimowości i pozwalaja sobie świadomie na zezwierzecenie. Czy muszę idąc na mecz uczestniczyć w pochodzie kiboli? Mnie się wydaje że nie. Dlatego jeśli ktoś się na to decyduje, niech nie próbuje później wzruszać swoimi przeżyciami i wzbudzać we mnie litość.
Dlaczego istnieją dyscypliny sportu gdzie nie są organizowane pochody, nie musi być zamykana ulica, nikt się nie boi przejśc obok miejsca rozgrywek a komunikacja miejska, przystanki i mury nie noszą oznak bytnosci kibiców? Bo "pochód" to wymysł huliganów a nie kibiców, dający im możliwość wyładowania agresji a nie tak jak piszesz Biały pozwalający się "odprężyć" zfrustrowanym policjantom. Gdyby nie było konieczności ustawiania kordonów policji, nie dostałbyś pałą bo zamiast policjantów wystarczyłaby zwyczajna ochrona obiektu/imprezy. Tak się dzieje na koncertach i przy innych wydarzeniach jak choćby pielgrzymki na Jasną Górę. Moim zdaniem sami "kibice" zrobili wszystko by dziś podobne ekscesy wyglądały tak jak to opisuje jakiś tam "wrażliwy na krzywdy bidulek" :) .
_________________

 
 
kizia 


Piwa: 173/113
Wysłany: 2008-09-09, 13:03   

Pepe całkowicie się z Tobą zgadzam. Najpierw byłam lekko zbulwersowana postępowaniem policjantów, ale wydaje mi się teraz, że nie mogli inaczej postąpić. Bez względu na to, czy w tej grupie byli sami chuligani, czy byli też "grzeczni" kibice. W ferworze wydarzeń, trudno było oszacować kto jest kto.
A taki "przemarsz" to tylko demonstracja siły, bo w kupie raźniej i kupy nikt nie ruszy. Widziałam nie raz takich maszerujących kiboli, większość miała zasłonięte twarze kapturami, albo chusteczkami. Czyżby bali się, że ktoś ich rozpozna? Gdyby to miał być tylko i wyłącznie zwykły przemarsz to nikt nie musiałby zasłaniać twarzy.
I jeszcze demolowanie pociągów, którymi jadą na mecze, malowanie logo drużyny na ścianach nowo wyremontowanych budynków... i zero odpowiedzialności materialnej za zniszczenia !! ! Może czas już z tym skończyć.
Faktycznie najgorszymi kibicami są niestety kibice piłkarscy.
_________________
"Im więcej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta"
M.Czubaszek
 
 
kaczeniec 
bosski kffiatek


Wysłany: 2008-09-09, 17:08   

A ja mam pytanie do wszystkich, którzy się tu wypowiedzieli (równając niemal wszystkich kibiców piłki nożnej z chuliganami): czy sami są kibicami piłkarskimi, czy mają szalik swojej drużyny i chodzą na mecze? (tak, tak, zaraz się dowiem, że nie chodzą, bo się boją)

Jola nie przesadzasz z tymi hordami? Też nieraz byłam na mieście jak Lech grał. Ba! Jak były mecze Lech-Legia. Tzw. mecze wysokiego ryzyka, były stadionowe (mało cenzuralne przyśpiewki), były grupki podpitych (no dobra, pijanych jak ostatnie świnie), ale było znacznie więcej ludzi po prostu bawiących się i cieszących na to święto piłkarskie. Wszystkie puby gdzie był telewizor były nabite, że szpilki nie wciśniesz, ludzie stali na schodach, czasem z twarzami przyklejonymi do witryny i jakoś nigdy nie czułam strachu przed wyjściem na rynek w dzień meczu. Owszem miałam też okazję zwiewać przed stadem kibiców zmierzających w kierunku tzw. marszu równości do lokalu.

Kizia a zastanawiałaś się dlaczego tak jest, że kibice piłkarscy mają najgorszą opinię? Czy aby nie dlatego, że jest to jeden z najbardziej masowych sportów (do tego tzw. męskich sportów), na stadionie znajdują odbicie wszelkie nastroje społeczne a wiadomo ludzie są różni i w tak wielkiej grupie zawsze znajdzie się grupa tych bardziej agresywnych. Czy też aby nie dlatego, że fajnie jest przedstawić to wszystko od tej gorszej strony, bo to się lepiej sprzedaje? Jeszcze nigdy nie widziałam w telewizji reportażu, który by całościowo podchodził do tematu. Masz tylko takie o kibicach-bandytach, bojówkach, ustawkach, demolowaniu miast i pociągów (co oczywiście też się zdarza i trzeba coś z tym zrobić). A może by tak choć raz pokazać to od innej strony?

Druga sprawa, nieistotnym jest, czy "bidulek", który zrelacjonował te wydarzenia ze swojego punktu widzenia (co zresztą zaznaczył na początku), był rzeczywiście aż tak biedny, tylko sposób przedstawienia całej sprawy przez media. Również wyjątkowo jednostronny. Nie wydaje Wam się dziwne przedstawienie ponad 700 osób jako bandytów? Ja akurat do sposobu przedstawiania środowiska kibiców przez TVN mam delikatnie mówiąc krytyczny stosunek. Rzadko co jest po prostu czarne albo białe. Mi się podoba spojrzenie na sprawę także z drugiej strony "barykady".
_________________
Nasz kraj śpiewa im rock'n'rollowe pieśni
I mówi, że będzie normalnie,
Nasz kraj krzyczy, że razem jesteśmy
I wszystko to brzmi jakoś banalnie.

Ostatnio zmieniony przez kaczeniec 2008-09-09, 17:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
niuska_sk 


Postawił 1 piw(a)
Wysłany: 2008-09-09, 17:10   

Przeczytałam ten tekst już wczoraj. Miałam nic nie pisac, bo cóż tu można było dodać. Ale czytając dzisiaj komentarze przypomniało mi sie jak przed wakacjami był u nas mecz. Nie pamietam już jaki. Ale zbiórka na mecz była akurat po drugiej stronie ulicy przy której mieszkam. Miałam mieszane uczycia gdy się o tym dowiedziałąm. Pomyslałam, znowu będzie rozróba. I tu zostałam mile zaskoczona, żadnej rozróby. Zebrało się kilkadziesiąt osób w różnym wieku, był śpiew i nic więcej. Ci co próbowali zachowywac sie głosniej, czyli krzyki, niecenzuralne słowa, zostali szybciutko uciszeni. Potem spokojnie poszli na mecz. Po meczu też nic więcej się nie działo. Chcę jeszcze dodać że akurat w miejscu zbiórki znajduje się sklep z alkoholem. Ale jak widac można się zachowac spokojnie. Wszystko to widziałam z okna, bo to akurat na wprost mnie.
 
 
kizia 


Piwa: 173/113
Wysłany: 2008-09-09, 18:17   

kaczeniec pisze:

Kizia a zastanawiałaś się dlaczego tak jest, że kibice piłkarscy mają najgorszą opinię?

No właśnie, może masz jakieś wytłumaczenie, bo ja szczerze mówiąc nie widzę powodu, aby wyładowywać swoje frustracje w taki sposób.

kaczeniec pisze:

Jeszcze nigdy nie widziałam w telewizji reportażu, który by całościowo podchodził do tematu. Masz tylko takie o kibicach-bandytach, bojówkach, ustawkach, demolowaniu miast i pociągów (co oczywiście też się zdarza i trzeba coś z tym zrobić). A może by tak choć raz pokazać to od innej strony?

Ale jak całościowo? Że niby filmy o grzecznych kibicach nie są kręcone? Są na pewno. Tyle, że te o chuliganach i ustawkach są kręcone przez samych kibiców.
_________________
"Im więcej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta"
M.Czubaszek
 
 
jolar 


Piwa: 34/6
Wysłany: 2008-09-09, 18:17   

[quote="kaczeniec"]Jola nie przesadzasz z tymi hordami?
[quote]
Nie użylam akurat takiego wyrażenia , chociaz nie ukrywam, bardzo tu pasuje i to jeszcze z wieloma przymiotnikami .Agnieszko a czy miałaś "szczęście" jechać tramwajem lub autobusem do którego wpadła i teraz użyję Twojego słowa , horda agresywnych , nie liczacych się z nikim kiboli? Mnie się to parę razy zdarzyło , opisywac nie będę, bo musiałabym głównie pikać. Ja nie mam nic przeciwko radosnym, nawet głośno zachowującym się grupom kibicom, ale tu przecież nie o nich rozmawiamy! Ja mówię o zbydlęconych osobnikach mówiących o sobie kibic i nie mam nie przeciw jakimkolwiek represjom wobec nich .To kiedyś trzeba opanować, a ja jeszcze chciałbym pójśc na Legię i nawet usiąść w sektorze gości bez obawy , że mnie ktoś zatłucze . Moja ostatnia bytnośc na tym stadionie skończyła się ucieczką przed kibolami Widzewa, bo przez nieuwagę usiadliśmy w sektorze gości kibicująć Legii. Dzisiaj się z tego śmieję , ale wtedy nie było nam do śmiechu .
 
 
kaczeniec 
bosski kffiatek


Wysłany: 2008-09-09, 18:38   

Wiem, że nie użyłaś tego słowa Jola, ale taki to miało wydźwięk. Tak, nie tylko jechałam takim tramwajem, ale sama kierowałam się na mecz (mimo iż zagorzałym kibicem nie jestem, ale wielu takich znam) i nie czuję się z tego powodu jakimś odszczepieńcem. Zgadzam się, że zdarzali się zachowujący się poniżej wszelkiej krytyki, ale nadal nie uważam, że oni nie dominują a tak można by sądzić czytając to co wypisujecie. Poza tym na taką samą grupkę mało kulturalnych ludzi możesz trafić jadąc nocnym, więc nie sądzę by to była jedynie domena kibiców.

Kizia tu nie chodzi o tłumaczenie, ale fakt, że wrzucacie do jednego worka wszystkich. Ja nie mówię o filmikach krążących po sieci a o reportażach. Żaden nie pokazuje tych przedstawiających normalny doping na stadionach (te filmy też są kręcone przez kibiców, a nikt ich nie pokazuje? czyżby były mniej medialne?). Na każdy temat mogę wybrać sobie z sieci filmiki i odstawić grecką tragedię załamując ręce nad zezwierzęceniem dzisiejszego społeczeństwa. Myślicie, że w czasach PRL-u nie było zamieszek stadionowych? Były, więc to nie tylko wymysł naszych czasów a do tego zjawisko typowo polskie? Może tak rzut oka na Bałkany, rzut oka na Turcję, może wspomnimy wojnę futbolową? Tak się już składa, że ten sport budzi i będzie budził emocje a tam gdzie emocje, tam także czasem źle się dzieje. To nie są aniołki, ale nie róbmy z wszystkich bydła. Owszem, trzeba sobie poradzić z tymi agresywnymi, ale tak, żeby jak najmniej postronnych ucierpiało. Co stwierdzenia, że innych sportów to nie dotyczy, to wujek mieszka obok stadionu żużlowego w jednym z byłych miast wojewódzkich i powiedziałby coś na ten temat - też różnie bywa...
_________________
Nasz kraj śpiewa im rock'n'rollowe pieśni
I mówi, że będzie normalnie,
Nasz kraj krzyczy, że razem jesteśmy
I wszystko to brzmi jakoś banalnie.

 
 
kizia 


Piwa: 173/113
Wysłany: 2008-09-09, 18:51   

kaczeniec pisze:

Kizia tu nie chodzi o tłumaczenie, ale fakt, że wrzucacie do jednego worka wszystkich.

Absolutnie nie wrzucam do jednego worka wszystkich. Ale skoro jest "odwieczny" problem z kibolami, to normalni grzeczni kibice niech trzymają się od takich z daleka. I po problemie. Nikt ich wtedy nie będzie pędził jak bydło.
Wszystkim wiadomo, że problem kiboli to nie tylko polski problem. Tylko jakoś nie ma mądrego, który wymyśliłby jakiś "złoty środek" na nich. Sam monitoring nie wystarcza, bo zasłaniają sobie twarze.
_________________
"Im więcej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta"
M.Czubaszek
 
 
iga. 


Piwa: 162/182
Wysłany: 2008-09-09, 19:11   

W zeszłym roku, chyba w TVN był reportaż mówiący właśnie o "kibicach". Reporter rozmawiał z tymi najbardziej bojowymi.Na pytanie czy interesuje ich wynik meczu odpowiadali, że im wszystko jedno jak grają i kto wygra, bo oni najczęsciej nie patrzą na boisko.
Jak wygra ich drużyna to jest powód do radości, pośpiewają, poprzewracają trochę śmietników, lub cos innego i to jest zabawa., Jak przegrają to trzeba komuś wp...., żeby wyładować złośc, rozbic pare szyb, przewrócić samochód a w drodze powrotnej zdemolować pociąg.
Wniosek taki,że wolą nawet przegraną, bo można sie bardziej wyżyć.

To nie był wywiad z dwoma czy trzema zdegenorowanymi ludżmi, w tej rozmowie uczestniczyło 20-30 osób, wiekszość z zakrytymi twarzami !!
Przerażające.
_________________
Życie jest wspaniałe, ale krótkie jak przeciąg.
(Jan Peszek)
 
 
Bialy 
Football Fan


Otrzymał 1 piw(a)
Wysłany: 2008-09-09, 20:52   

miałem już nie odpowiadać ale jednak nie mogę się powstrzymać...


zacznę może od telewizji... Telewizja od zawsze przedstawia kibiców w najgorszym świetle... przedstawię 3 najlepiej mi znane akcje kibiców o których w telewizji nie było ani słowa...

1. Zbieranie krwi przez kibiców Legii
2. Przygotowanie wigilii dla bezdomnych przez kibiców Widzewa
3. Mecz charytatywny dla ciężko chorego kolegi kibice Unie Oświęcim

to tak na szybkiego bez zastanowienia gdybym pomyślał znalazłbym kilkadziesiąt takich akcji

Kolejny przykład nie dawno media obiegła informacja o śmierci kibica GKS Katowice, informacja na drugi dzień okazała się blefem kibic był w szpitalu trzymał się dobrze.

Wszystkie wywiady z "kibicami" w TV to albo zgrabne montaże albo wybór nie odpowiednich ludzi.

Jestem kibicem od ładnych kilku lat, poznałem wielu ludzi łącznie z bojówkarzami i żaden mi nie powiedział nigdy że jego wynik nie interesuje że idzie tylko po to żeby się bić.

Ustawki, co jest złego w ustawkach goście chcą się bić niech się biją przynajmniej nikt postronny nie ucierpi.

Co do prowokacji policyjnych trochę meczy zaliczyłem i ktoś kto nigdy tego nie widział nie uwierzy ale to policja nie jednokrotnie prowokuje kibiców do zadym. Nawet jak dobrze sobie przypominam była jedna sytuacja pokazana na Polsacie, gdy nad kibicami na wiadukcie stałą uzbrojona prewencja i kopała kamienie prosto na głowy kibiców. Jeżeli tak to kim dla was jest premier. Wieloletni kibic Lechii Gdańsk zaliczył nie jeden wyjazd nie jedno ma na sumieniu a nikt go nie nazywa bandyta.

Czemu tak wielu z was mówi chuligani a nie nie widzę w cale Ultras... pewnie nie wiecie co to znaczy a to też kibice.


Wracając do ostatnich wydarzeń w Warszawie... Ci kibice w większości zwykli kibice zostali pozbawieni obywatelskich praw. Nie mogli mieć obrońcy zostali na kilka ładnych godzin odcięci od WC i wody. Zostali odwożeni do komisariatów w całej Warszawie i okolicy łącznie z młodymi chłopakami których rodzicie szukali po całej Warszawie.

Czyli wniosek taki... Kibic to ham i świnia grozi mu mniejsza kara niż nie jednemu przestępcy ale należy traktować go gorzej bo jest chuliganem.

[ Dodano: 2008-09-09, 22:05 ]
kolejna dawka najświeższych informacji

http://www.picoodle.com/v...4.jpg&srv=img34


Dziś kibice złożą pierwsze wnioski odwoławcze od wyroków nałożonych na nich po ostatnich derbach stolicy. "W najbliższych dniach prokuratura może się spodziewać nawet kilkuset takich dokumentów" - zapowiadają przedstawiciele Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa, które organizuje pomoc prawną dla osób poszkodowanych. Nieprawidłowości w działaniach policji zauważa też poseł Andrzej Czuma, do którego kibice Legii zwrócili się o pomoc.
Dzisiejsze wydanie gazety "Polska" przytacza wypowiedzi niektórych spośród zatrzymanych we wtorek fanów. "Wspólnie z przyjaciółmi spotkaliśmy się dwie godziny przed meczem niedaleko stadionu. Podeszli do nas policjanci i zapytali, czy idziemy na mecz. Kiedy potwierdziliśmy, zaprowadzili nas na podzamcze, gdzie razem z innymi kibicami mieliśmy czekać na wejście na stadion" - mówi Piotrek, kibic Legii.

Piotrek, choć miał bilet na mecz, na stadion już nie dotarł. Po kilku godzinach został zabrany na komisariat przy ul. Opaczewskiej, gdzie usłyszał zarzut udziału w nielegalnym zbiegowisku. "Nie przyznałem się, dlatego grozi mi 8 miesięcy w zawieszeniu na trzy lata."

"Polska" przedstawia też kulisy zatrzymania fanów. Większości kibiców prokurator proponował do wyboru: albo się przyznają i dostaną zakaz wstępu na imprezy sportowe przez dwa lata oraz karę grzywny, albo mogą się spodziewać rozprawy w sądzie. "Wielu młodych ludzi wybrało przyznanie się do winy" - mówią przedstawiciele Stowarzyszenia Kibiców Legii. "Nie chcieli mieć kłopotów w szkole i w pracy." Wobec Piotrka zastosowano dozór policyjny, trzy razy w tygodniu musi pojawić się na komisariacie.

W podobnej sytuacji znajduje się kilkaset innych osób. Coraz więcej świadków zarzuca policji brutalność podczas akcji. Na filmie, do którego dotarła "Polska", starszy człowiek podchodzi do policjanta i mówi: "Co wy robicie!? W ludzi gazem rzucacie?" Policjant uderza go pałką, mówiąc: "Wypie..."

"Policjanci zachowali się profesjonalnie, a cała akcja przeprowadzona została sprawnie" - mówi Marcin Szyndler, rzecznik komendanta stołecznego. Według jego relacji kibice zostali zepchnięci siłą na podzamcze i tam otoczeni. Przeczą temu zdjęcia, na których widać tłum, który spokojnie maszeruje w kierunku wyznaczonym przez funkcjonariuszy. Rzeczywiście, większość z zatrzymanych nie miała biletów na mecz.

Tomkowi postawiono zarzut udziału w zbiegowisku, którego uczestnicy dopuszczali się zamachu na osobę lub mianie. Policja zatrzymała kibiców na podstawie art. 254 kodeksu karnego, który powstał w czasach PRL W praktyce oznacza on, że jeśli znajdziemy się w tłumie osób, grozi nam do trzech lat wiezienia. W Polsce ten artykuł nie był stosowany od lat, chociaż Warszawa przeżyła wiele najazdów stoczniowców i górników, którzy wyrządzili poważne szkody.

Kibice umówili się w centrum, aby razem przemaszerować pod stadion Polonii. Policja nie nawoływała ich do rozejścia się, lecz konwojowała grupę kilkuset osób. "Nie mogli opuścić kordonu, pojawiają się więc wątpliwości, czy można zastosować ten artykuł" - twierdzi prawnik Andrzej Pleszkun.

Dzień przed spotkaniem obu drużyn na stronach internetowych Polonii pojawiła się jednak informacja, że dwie godziny przed meczem bilety będzie można kupić. W oficjalnym komunikacie po meczu klub Polonia przyznał też, że nie robił żadnych przeszkód w zakupie biletów dla kibiców Legii. Policja jednak do tego nie dopuściła.

W środę w Warszawie spotkają się prawnicy zrzeszeni w Ogólnopolskim Związku Stowarzyszeń Kibiców. "Zapoznamy się z materiałem dowodowym i relacjami świadków zajść" - mówi prawnik Andrzej Pleszkun. Zdaniem prawników związku wątpliwości budzi sens konwojowania przez pół miasta kilkusetosobowej grupy kibiców, żeby pod stadionem powiedzieć im, że nie wejdą na mecz.

Podczas wtorkowej interwencji w akcji wzięło udział ponad tysiąc policjantów. Kilkusetosobową grupę kibiców, od Radomia po Płock, rozwoziło kilkadziesiąt radiowozów. "Zastanawiam się, czy było uzasadnienie przeprowadzenia tak kosztownej akcji. Skieruję w tej sprawie zapytanie do policji" - mówi poseł PO Andrzej Czuma.
 
 
kizia 


Piwa: 173/113
Wysłany: 2008-09-09, 21:08   

Mam tylko jedno pytanie do Ciebie Biały: pamiętasz jak w 2005r. kibice Wisły Kraków i Cracovii po śmierci naszego Papieża pojednali się, a miesiąc później na derbach była "bitwa" pomiędzy nimi? Czy to też sprowokowała policja? Chyba raczej nie.
_________________
"Im więcej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta"
M.Czubaszek
 
 
klops 
po prostu klops


Wysłany: 2008-09-09, 21:10   

Nie wiem jak tam było, bo mnie tam nie było.

Faktem jest, że policja często postępuje nieprofesjonalnie prowokując kibiców.
Faktem jest, że PO usiłuje ostatnio za wszelką cenę udowodnić, że potrafi nie gorzej walczyć z przestępczością niż PiS.
Faktem jest, że kibice Legii potrafią też zrobić niezłą zadymę (np. tę w Wilnie wszyscy widzieli w tv, więc się nie wyprą).
_________________

 
 
Stereotyp
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-09, 23:17   

Chuliganstwo jest niestety problemem w Polsce, zreszta jak i w wielu innych krajach. Problem do rozwiazania, jak to widac na przykladzie Wielkiej Brytanii. Ale do tego potrzeba dobrej woli wlascicieli druzyn, prawdziwych kibicow, no i oczywiscie panstwa. A media rowniez mogly by pomoc, zamiast tylko nas straszyc chuliganami, chocby robiac posmiewisko z idiotow uwazajacych sie za kibicow. Tak sie robi np w stanach. Kiedys gdy jakis kretyn rzucal lodowatymi sniezkami podczas meczu footballowego to nie dosc ze zostal aresztowany ale publicznie przedstawiony, rowniez z imiona i nazwiska, w wielu stacjach telewizyjnych jako najczystszej krwi idiota.
 
 
niuska_sk 


Postawił 1 piw(a)
Wysłany: 2008-09-10, 08:40   

Kaczeńcu, chyba jednak nie całkiem masz rację z tymi " kibolami " za czasów PRL-u. Mieszkałam wtedy przy ulicy ze stadionem. Po meczu szły strumienie ludzi, ale nie było wyzwisk, przepychanek i róznych takich ekscesów towarzyszących obecnym meczom.
Policji wcale nie było widac. Więc jak to jest, bo wygląda mna to że dawniej bali się rozrabiać. A dzisiaj już chyba się nie boja, bo wiedzą że jak zgarna wiekszą grupę to i tak zostaną wypuszczeni. Bo wiekszość z tej grupy to normalni kibice. Nie boją się równiez dlatego że kary są niewspółmierne do czynów. Gdyby tak parę pokazowych procesów, surowe kary, to może na przyszłość inni by sie zastanowili nad tym czy warto rozrabiać. Jak to ktoś napisał. W ramach kary zagonić do pracy przy budowie stadionów na EURO 2012.
 
 
kaczeniec 
bosski kffiatek


Wysłany: 2008-09-10, 09:47   

niuska_sk pisze:
Kaczeńcu, chyba jednak nie całkiem masz rację z tymi " kibolami " za czasów PRL-u.

Nie mówiłam o kibolach, a o tym, że zdarzały się zamieszki stadionowe a to różnica.

[ Dodano: 2008-09-10, 11:42 ]
Nie przepadam ani za Lisiewiczem, ani tym bardziej za Gazetą Polską, ale ten artykuł uważam za niezły-szczególnie wart jest uwagi fragment o medialnym matrixie (jeśli się to połączy z tym, że się chwilę wcześniej trafiło w autobusie na grupkę, która zdaje się potwierdzać prawdziwość tego przekazu, to łatwo o kategoryczne sądy, prawda?). Zauważyłam, że tekst zrobił też karierę na stronach różnych klubów:

Cytat:
Ja, kibol

Pamiętam, jak w latach 90. "Polityka" przygotowywała ociekający krwią materiał o kibicach na okładkę. Przywódca kibiców Lecha Poznań objaśnił jej dziennikarzom, że fani tej drużyny stosują niezwykle nowoczesne metody chuligańskie. W czasie meczu Lecha specjalnie przeszkolone psy przenosiły do sektora gości telefony komórkowe (wówczas rzadkość), by można było kulturalnie zadzwonić i umówić się na bijatykę. Dziennikarze "Polityki" opisali powyższe jako odkrycie ich wstrząsającego dziennikarskiego śledztwa. Zadrżały czytające gazetę salony przerażone wizją, że i pod ich drzwiami zaszczekać może kiedyś przeszkolony pies z telefonem komórkowym w zębach.
Nie muszę pisać, że z kawału kibica, który zakpił z dziennikarzy pragnących przedstawić go jako tępego dresiarza, płakała w tym czasie ze śmiechu cała kibicowska Polska. Minęło kilkanaście lat i w pisaniu o kibicach niewiele się zmieniło. Niedawne liczne teksty "Gazety Wyborczej" o strasznych kibolach czy artykuł w "Polityce" "Piłka i pałki" to nadal czysty Monty Python.

Jak działa medialny Matrix

Trudno mi się wczuć w sytuację czytelników tego tekstu, którzy ani sami nie chodzą na mecze, ani nie mają kibica w rodzinie czy wśród przyjaciół. Medialny obraz kibiców nie ma bowiem nic wspólnego z rzeczywistością.
Zapewne stadion to dla niektórych z Państwa miejsce, w które nie poszliby Państwo nigdy w życiu. Bo ponoć ciągle dochodzi tam do bijatyk i awantur wywoływanych przez pijanych, łysych osiłków, którzy demolują wszystko, co stanie im na drodze. Być może na tym wizerunku pojawiła się u Państwa jakaś drobna rysa, znak zapytania. Ot, np. kiedy kibice organizowali marsze po śmierci Jana Pawła II. Albo jeśli mają Państwo kibica w dalszej rodzinie. I okazuje się być nie jakimś mutantem, a człowiekiem mającym dwie nogi i ręce, z pozoru - pewnie doskonale się kamufluje - całkiem sympatycznym.
Sam także należę do takich osobników. Chodzę na mecze od lat 80. i nigdy nie spadł mi włos z głowy, chyba że w wyniku postępującego łysienia. To telewizja wymyśla te awantury? - zapytają Państwo. Nie, nie wymyśla. Rzecz jednak w proporcjach.
Powiedzmy, że awantura wybucha na jednym na sto meczów. Wtedy Państwo, nie interesując się sportem, dowiadują się tylko o tym jednym. Pozostałe 99 spokojnych meczów opisanych zostaje w nieczytanych przez państwa serwisach sportowych. Ten jeden - na czołówce. Oczywiście w sposób odpowiednio sensacyjny, żeby czytelnik kupił gazetę. Kupuje więc i nabiera przekonania, że na stadionach trwa non stop horror. Tymczasem w stu meczach kibic uczestniczy średnio przez trzy lata.

Spytają Państwo: więc ten jeden mecz na sto byłby jednak dla nas niebezpieczny? Moja odpowiedź brzmi: także ten jeden mecz jest w 99 proc. przypadków zupełnie dla widza bezpieczny. Dlaczego? Jeśli np. na stadionie bije się 40 ludzi, a 10 tys. siedzi spokojnie, to dla mediów tematem jest tych 40, a nie pozostałe 10 tys. Zbliżenia wykrzywionych twarzy, zdjęcie osiłka kopiącego innego osiłka... W sam raz na czołówkę.
Bywa tak, że te pozostałe 10 tys. o strasznym zagrożeniu, które według mediów przeżyli, dowiaduje się... po powrocie do domu. Bo w czasie meczu nawet nie zauważyli, że gdzieś 100 m dalej doszło do bójki. Jak się ktoś nie pcha do bójki, to nie obrywa.
Znaczy to, że na meczu nie są Państwo wcale mniej bezpieczni niż na ulicy. Proste? Tak, ale nieefektowne dla mediów, bo to się nie sprzeda. Skąd więc wrażenie, że do awantur dochodzi ciągle? Cóż, co weekend w całej Polsce rozgrywane są, licząc z niższymi ligami, tysiące meczów. Dałoby się więc epatować jeszcze większą liczbą awantur, tylko że nie do każdej wioski docierają kamery.

Jak zostałem kibolem

Tytuł "Ja, kibol" to oczywiście mała prowokacja z mojej strony. Taki jednoosobowy protest wobec głupot wypisywanych przez moich kolegów dziennikarzy dzielących kibiców na tych dobrych i złych - właśnie "kiboli". Tak naprawdę nie czuję się wielkim kibolem - nie mam na swym koncie ani rekordowej liczby meczów wyjazdowych, znam też dziesiątki, jeśli nie setki, ludzi, którzy zrobili więcej dla mojego klubu. Ale myślę, że te ponad 20 lat chodzenia na mecze uprawnia mnie do zabrania głosu w czasie, gdy robią to ci, którzy są stanie uwierzyć w psa z komórką w pysku.

Była połowa lat 80., kiedy jako uczeń szkoły podstawowej, na początku w tajemnicy przed rodzicami, zacząłem chodzić na mecze poznańskiego Lecha. Mało kto pamięta dziś, że kibice nosili wówczas przeważnie długie włosy i modne było wśród nich słuchanie muzyki heavy metal. Chodziłem oczywiście tam, gdzie najmniej bezpiecznie. W sektorze pod zegarem, nazywanym "kotłem", rządził wówczas mający posłuch wśród kibiców lider Cygan.
Pierwsza wyprawa na mecz wyjazdowy? Pamiętam jak dziś. 1988 r. Finał Pucharu Polski w Łodzi, mecz Lech - Legia. Trofeum to znaczyło wtedy dużo więcej niż teraz. Wygraliśmy w karnych 3:2. Bohaterem był bramkarz Ryszard Jankowski, który obronił dwa karne. Potem był start w europejskich pucharach i dwa mecze ze słynną Barceloną trenowaną przez legendarnego Johanna Cruyffa. Na wyjeździe remis 1:1. U siebie - Lech wygrywał 1:0. Barcelona wyrównała. Potem karne, w których Jankowski znów świetnie bronił i Lech prowadził. Napastnik Bogusław Pachelski podbiegł do piłki. Wystarczyło jedno łatwe, udane kopnięcie i byłaby największa sensacja w historii polskiej klubowej piłki nożnej. Pachelski nie trafił. Takich przeżyć się nie zapomina, zwłaszcza, jeśli się ma 16 lat.
PRL wywierał oczywiście wtedy wpływ na atmosferę na stadionie. To po meczu, maszerując ul. Grunwaldzką, pierwszy raz znalazłem się w tłumie skandującym "Solidarność", a potem, na widok milicji: "MO-gestapo" czy "Znajdzie się pała na dupę generała". Poznaniacy bojkotowali oczywiście Gwardyjskie Towarzystwo Sportowe Olimpia. Nawet gdy - u końca PRL - Olimpia zajęła piąte miejsce w pierwszej lidze, wszyscy kibicowali słabszemu wtedy Kolejorzowi. I śpiewali: "Golęcin, Golęcin, piękna okolica, żeby nie milicja, byłaby stolica". Co do pięknej okolicy, to zresztą prawda.

W szarzyźnie PRL stadiony należały do nielicznych enklaw wolności. Tak w Polsce, jak i w innych krajach regionu. Dla młodszych czytelników: to był czas, w którym każda działalność musiała być pod kontrolą władzy, niezależnie, czy chodziło o zbieranie znaczków, czy o słuchanie muzyki. Władze początkowo nie doceniły ruchu kibicowskiego. Towarzysz Aleksander Oskin, I sekretarz Ambasady ZSRR w Polsce, mówił w 1988 r. na łamach młodzieżowego pisma "Zarzewie": "Dopóki byli to na przykład kibice piłkarscy, którzy z miłości do swojej drużyny nosili takie jak ona koszulki, emblematy - nie widziano powodów do niepokoju. A to był właśnie moment, kiedy Komsomoł powinien stanąć na czele tych grup i nadać im prawidłowy kierunek rozwoju".
Dziś, w 2008 r., ludzie polskiego odpowiednika Komsomołu rozdają karty w PZPN. W ruchu kibicowskim to im się nie udało.

Z synkiem w klubowych barwach

Chyba na początku lat 90. kibice ścięli włosy (nie znaczy to, że zostali skinami - w moim mieście skinów było może 30). Ja nie ściąłem, przez co - w połączeniu z moimi pierwszymi happeningowymi wyskokami - odgrywałem w "kotle" Lecha niezbyt nobilitującą rolę maskotki. Gdy wracałem z meczu autobusem linii 93, tradycyjnie namawiany byłem do deklamowania napisanego przeze mnie w wieku 15 lat, w pierwszej klasie liceum, wiersza pt. "Autobus".

Sięgając pamięcią do tamtych czasów, przypominam sobie całą galerię postaci, z którymi miałem okazję spotykać się w "kotle". Co robią dziś? Wspomnę najpierw o kilku, o których głośno. Jeden z nich należy do grona najpopularniejszych w Polsce raperów. Nie czuję się znawcą gatunku, ale trochę jego tekstów znam. Zostawiając na boku ideologie - niektóre z tych o mieście, dzielnicy, ludziach wydają mi się bardzo trafne. To zresztą nie jedyny raper z dawnego "kotła". O innym wiem, że uprawia ostry sport walki. Po różnych kolejach życiowych zapracował w nim na duże sukcesy. Niektórzy znaleźli pracę w klubie, w tym na kierowniczych stanowiskach. Nie potrafię szczegółowo ocenić ich pracy. Cóż. polska piłka to bagno. Ale mogę powiedzieć jedno - porównując okres, kiedy oni pojawili się w klubie i wcześniejsze rządy przeróżnych "działaczy" rodem z PRL, gołym okiem widać, że nowi, choć startowali z o wiele gorszych pozycji, popchnęli sprawy do przodu. No i potrafili dogadać się z kibicami, przez co w Poznaniu stadion jest pełen, a od jakiś kilkunastu lat nie było na nim żadnej rozróby.

Przestępcy? Tak, znałem i takich, o których przeczytałem potem, że trafili do mafii. Taką ofertę miała III RP dla młodych, dobrze zbudowanych ludzi. Ton mediów, z którego można by wywnioskować, że to kibice, a nie byli esbecy założyli mafię oraz że na mecze mojej drużyny chodzi 20 tys. mafiozów, wydaje się być jednak mimo wszystko lekką przesadą.

Setki tych, o których nie jest głośno, spotykam dziś nadal pod stadionem. Niektórzy przychodzą na mecz z młodym synkiem ubranym w klubowe barwy. Czasem, kiedy czekam przed meczem na tramwaj, stojąc na przystanku, któryś trąbi i zabiera mnie do swojego samochodu. Z tymi co przychodzą bez potomstwa, mogę napić się pod stadionem (oczywiście, łamiąc wszelkie możliwe zakazy) piwa.

Przekrój zawodowy? Nie będę precyzyjny, o tym nie rozmawia się dużo. Nie jestem jedynym dziennikarzem w tym gronie. Są tacy, co skończyli studia, inni mają firmy, jeszcze inni pracują jako robotnicy. Z najbliższych znajomych? Jeden jest rysownikiem satyrycznym, inny ma kiosk z gazetami, następny pracuje jako motorniczy, inny robi w markecie.
Domyślam się, że większość kolegów dziennikarzy kiepsko łapie o czym opowiadam. To taki dziwny świat, panie redaktorze. Ani pracujący fizycznie nie wydziwia tu nad bardziej wykształconym, że frajer (no chyba że na to zasłuży swoim pozerstwem). Ani bardziej wykształcony nie wydziwia nad robotnikiem, że na czymś się nie zna (no chyba że zachowa się jak prymityw). Może przesadziłem - pewnie czasem obaj trochę czasami wydziwiają, ale w żartach, przez cały czas czując się jedną rodziną.

"Wiele złego, bójki były"

O latach 90. rymuje ten, co został raperem: "Znam ekscesy stadionowe / Wszystkie te miejsca okropnych wojen / Pamiętam, co było dużo adrenaliny / Chłopak co ma dużo siły wiele złego, bójki były". Psycholog powiedziałby, że dla moich roczników tamte wydarzenia były odmianą zjawiska starego jak świat. Pierwsza wojenna ścieżka, na którą wyruszał Indianin, pierwsza wyprawa wojenna młodego rycerza... Otaczająca rzeczywistość nie dawała zbyt wielu propozycji przeżycia w sposób cywilizowany i w zgodzie z prawem podobnych, poszukiwanych w młodym wieku atrakcji i doświadczeń.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie, którzy przeszli przez ruch kibicowski, są dziś jacyś normalniejsi. Niewolne od patologii kibicowanie wpajało jednocześnie wartości, których nie uczyło ani chore państwo, ani serwujące głupkowatą popkulturę media. Szkoła, uczelnia? Cóż, dawała mniejszą lub większą wiedzę. Ale nader często wychowywała karierowiczów i konformistów.
Kibicowanie nie dawało kasy, zmuszało do zdzierania gardła i całodziennego tłuczenia się pociągami, by dojechać na mecz na drugim końcu Polski. Uczyło przy tej okazji bezinteresownej przyjaźni, patriotyzmu, miłości do lokalnej wspólnoty, nonkonformizmu - wobec tych, co chcą nam coś dla własnej korzyści narzucać, odwagi, fantazji czy choćby poczucia humoru.
Że było to wychowanie kulawe i niedoskonałe? OK, tyle że rzeczywistość nie oferowała lepszych propozycji. Brak dziś przedwojennych odpowiedników Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" czy Strzelca. Choć działają, są niewielkie, nie otrzymują wsparcia od autorytetów. Instytucja łącząca patriotyczne wychowanie z zawodami sportowymi - to pachnie dziś w oczach autorytetów bojówką.
Moje doświadczenie całkiem prywatne - kiedy później trzeba było organizować jakieś ideowe inicjatywy, nieprzynoszące szybkich pieniędzy i kariery, jak Liga Republikańska czy Akcja Alternatywna Naszość, to właśnie na ludzi, którzy mieli w swoim życiorysie doświadczenie kibicowania można było liczyć. Innym przeważnie brakowało przekonania, inicjatywy, odwagi, czasu.

PZPN kontra kibice

"Kiedy umrę, pochowajcie mnie na polu karnym Cracovii, jeszcze po śmierci będę jej bronił" - pisał na emigracji w Londynie Zygmunt Nowakowski. Przedwojenny wiceprezes Cracovii był jednym z najdowcipniejszych felietonistów tamtych czasów, a oprócz tego dyrektorem Teatru Słowackiego i szefem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. To były czasy, kiedy redaktorami naczelnymi "Przeglądu Sportowego" byli kolejno pisarz Ferdynand Goetel i poeta Kazimierz Wierzyński. Notabene nie były to lata wolne od kibicowskich awantur - jak wspominał Nowakowski, przed krakowskimi derbami Cracovia-Wisła wszyscy "chodzili jak pijani albo pijani" i "dochodziło do krwi rozlewu, niekiedy w samym centrum miasta, głównie na przedmieściach, których nazwy mile pieszczą ucho, odznaczając się dźwiękiem szczególnie łagodnym: Zwierzyniec, Krowodrza, Grzegórzki. Zakrzówek, Czarna Wieś, Czarny i Czerwony Prądnik".

Moje pokolenie kibiców zetknęło się ze zdecydowanie innym środowiskiem działaczy sportowych. I nigdy nie miało złudzeń co do korupcji w polskiej piłce i pokroju osobników nią rządzących.
Rok 1984. Korespondencja z Moskwy w katowickim "Sporcie". "Chyba każde polskie dziecko wie coś o postaci Feliksa Dzierżyńskiego, wybitnego rewolucjonisty, bliskiego współpracownika Lenina. Sądziłem, że i ja wiem o nim niemało. Musiałem jednak przeżyć chwile wstydu..." - pisze dziennikarz Michał Listkiewicz. Znaliśmy te cytaty.
Działacze sportowi to był trzeci rzut karierowiczów z PZPR i jej młodzieżowych przybudówek. Trafne porównanie obecnego stanu tego środowiska przedstawił Mieczysław Piotrowski, niegdyś jeden z czołowych polskich sędziów, który w 1993 r. zrezygnował z sędziowania w proteście przeciw korupcji w polskiej piłce. To tak, jakby w polityce w 1989 r. władzę z rąk Jaruzelskiego przejął od razu Kwaśniewski. Zero zmian kadrowych. PZPN pozostał skansenem, który w nowe czasy przeniósł wszystkie patologie z czasów PRL i wzbogacił ich arsenał o nowe, związane z dopływem gotówki.
Słysząc o aresztowanych w ostatnich łatach działaczach PZPN, przypominałem sobie, czego na moich oczach dopuszczali się bezkarni i wszechwładni wówczas sędziowie piłkarscy Marian D. czy Wojciech R. I jak stojący tuż obok mnie kibic rzucił w bezsilnej złości w pana R. zdjętym z nogi butem.
Po 1989 r. media trąbiły o rzekomo powstającym społeczeństwie obywatelskim. W rzeczywistości wszelkie oddolne inicjatywy obywatelskie walczące z patologiami tłamszono w zarodku. Patologia piłkarska to jedna z nielicznych, która trafiła na zorganizowany opór zainteresowanych. Stadiony to jedne z niewielu miejsc, gdzie społeczeństwo obywatelskie zadziałało.

Kiedy w 1997 r. Jacek Dębski został ministrem sportu i wydawało się, że chce zrobić porządek z PZPN, na wszystkich stadionach skandowano jego nazwisko. Widząc, że praktycznie wszyscy kibice opowiadają się za zmianami, także media ostrożnie i umiarkowanie (w PZPN redaktorzy od sportu miewali kumpli) opowiedziały się po ich stronie.
Owi uważani przez media za tępaków kibole nie dali się nabrać na wszystkie obecne próby przebierania się PZPN-owskiego wilka w skórę jagnięcia. Listkiewiczowi nie pomogły w ich oczach żadne medialne triki. Nie pomógł mu nawet autentyczny sukces, gdy Polska dostała Euro 2012. Super, że mamy Euro, ale nie zmienia to nic, jak chodzi o potrzebę pogonienia mafii z PZPN - odpowiadają kibice.

Nie mam wątpliwości, że to kibice i ich samoorganizacja wymusiła na mediach ich obecny krytyczny stosunek do PZPN. Redaktor Rafał Stec z "GW" nie zdaje sobie sprawy, że gdyby nie zwalczani przez niego "kibole", to być może nie mógłby dziś pisać w "GW" swoich krytycznych komentarzy o dinozaurach z PZPN. Przecież jego poprzednikiem w "GW" był... Michał Listkiewicz, który pisał felietony na początku lat 90. Wielce prawdopodobne, że gdyby nie nacisk złych "kiboli". to "GW" broniłaby dziś działaczy piłkarskich, jak broni zdegenerowanych postkomunistycznych elit prawniczych czy uniwersyteckich.

Policja - jak za czasów MO

Siłę kibicowskiej społeczności władza odczuła w 1998 r., gdy w Słupsku policjant zabił 13-latka Przemka Czaję. Policja i prokuratura ustaliły już, że chłopak zabił się, bo wpadł na słup.
Wydarzenia, w których miałem okazję uczestniczyć - przyjazd tysięcy kibiców, cztery dni manifestacji na ulicach i poparcie udzielone kibicom przez zwykłych mieszkańców - zmusiły prokuraturę, by przyznała się do "pomyłki". Wtedy za kibicami opowiedziała się też znaczna część mediów. Mam wrażenie, że gdyby do podobnych wydarzeń doszło dziś, gdy szaleje kampania przeciw "Kibolom", reakcja mediów byłaby zdecydowanie słabsza.

Dziś w ruchu kibicowskim zaszły wielkie zmiany i kibice, choć nie są bez winy, to rozrabiają znacznie rzadziej, jednak ich relacje z policją nie poprawiły się ani trochę. Na moim stadionie rozróby skończyły się, gdy... wycofała się z niego policja, zastąpiona przez ochronę zorganizowaną przez samych kibiców.

Poprawę tych relacji uniemożliwia przede wszystkim postawa policji, która zamiast profesjonalnych działań zbyt często stosuje, ochraniając mecze, metody rodem z głębokiego PRL. Skoro media piszą, że kibole to bandziory, to tym bardziej bezkarni czują się w relacjach z nimi policjanci. Wszak społeczeństwo oczekuje twardej postawy wobec bandziorów. Niestety, nazbyt często policja rozumie to zgodnie z zasadą "hulaj dusza, piekła nie ma". Ponieważ nie potrafi złapać prawdziwych sprawców rzadszych dziś przestępstw czy wykroczeń, łapie kogokolwiek i stawia mu kryminalne zarzuty. Co zrobi wobec braku dowodów prokurator? Na dwoje babka wróżyła, może przestraszyć się zarzutu mediów, że wypuszcza bandziora.

Od znajomych jeżdżących na "wyjazdy" nasłuchałem się ostatnio np. takiej opowieści: kilku młodych kibiców wyniosło, dla wygłupu, ze sklepu czekoladę truskawkową. Przyjechała policja. Jadący pierwszy raz od wielu lat na mecz mój rówieśnik poczuł się w obowiązku wyjść z autokaru i uspokoić nastroje, płacąc za szkody spowodowane przez małolatów. Gdy tylko wyszedł z autobusu, został aresztowany za... kradzież oraz groźby karalne wobec ochrony.

Po niedawnym meczu Legii Warszawa z Jagiellonią Białystok policjanci mieli pecha. Gdy pociąg z kibicami został obrzucony kamieniami, otoczyła go policja. Ponieważ stał on godzinami w polu, do policjantów wyszedł jadący w jednym z przedziałów razem z prezesem klubu radny LiD Krzysztof Bil-Jaruzelski. Policja, nie wiedząc, kim jest, natychmiast go aresztowała. Media poinformowano, że "próbował zniszczyć drzwi pociągu i wybić w nich okno".
Tymczasem według relacji kibiców, to policjanci wrzucający gaz łzawiący do pociągu zniszczyli drzwi. Sam radny relacjonował: "Po trzech godzinach postoju, w środku nocy próbowałem zapytać policjantów, co się dzieje i jak długo będziemy jeszcze stać. Ale z nimi nie dało się rozmawiać. Po chwili zostałem wywleczony z wagonu".
Z uwagi na pomoc prawną, jaką dysponował radny i brak jakichkolwiek dowodów jego winy, prokuratura go nie aresztowała. Gdyby na jego miejscu był zwykły kibic, z pewnością czekałby go trzymiesięczny areszt.

Cyrk PZPN i Nigdy Więcej

Pozytywne tendencje w ruchu kibicowskim zderzyły się ostatnio z absurdalną akcją PZPN, zorganizowaną wspólnie z mocno skrajną antyrasistowską organizacją "Nigdy Więcej". Wyznaczyły one listę symboli zakazanych na stadionach, od nazistowskich po... miecz Szczerbiec. Ten ostatni skreślono z listy dopiero po krytycznych artykułach w prasie.

Akcja PZPN i "Nigdy Więcej" (wspierana przez "GW") to najlepszy pomysł na propagowanie... nazizmu wśród kibiców. Oto przychodzą do nich przedstawiciele przeżartej korupcją, jak najbardziej słusznie nielubianej przez nich organizacji, która zabija od lat ich ukochaną dyscyplinę sportu. I ta organizacja ogłasza, co jest dobre a co złe. I jeszcze wygłasza przy tym pogróżki oraz wymachuje karami. Do tego jako autorytet, na który się powołuje, przedstawia organizację głoszącą skrajne poglądy, a nie np. niezależnego eksperta - np. historyka. Cóż, gdybym był nazistą, sam opłaciłbym PZPN i Nigdy Więcej, by zwalczały nazizm.
90 proc. kibiców nie zetknęło się z symboliką nazistów. To dzięki PZPN dowiedzieli się, że liczba "88" oznacza skrót od "Heil Hitler", bo "H" to ósma litera alfabetu. Kibice to naród przekorny, więc niedawną rocznicę powstania federacji uczcili transparentami: "100 lat z okazji 88. urodzin PZPN życzy armia Białej Gwiazdy. Chłopaki... trzymajcie się". Cyfra "88" zajmowała większość powierzchni transparentu.

Nieświęci kibice i pamięć JPII

Wielkim zaskoczeniem dla mediów był fakt, że gdy 2 kwietnia 2005 r. odszedł Jan Paweł II, to kibice jako pierwsi wyszli na ulice. To wokół nich powstały pochody mieszkańców. Dziennikarze z trudem ukrywali zniesmaczenie - czemu akurat oni?

Relacjonowałem trzy ostatnie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski i nie byłem zdziwiony. Język, którym mówił papież, był zrozumiały także dla nieświętych. Gdy przyjechał do Wadowic, wymieniał miejscowości, nazwy ulic, kin, numery domów. "Na tamtych mówili ogórcorze" - wspominał kolegów. Kibic Cracovii z Watykanu starał się powiedzieć: znam świat, jego przywódców, ale ważniejsze jest dla mnie, że jestem stąd, z Wadowic, z Krakowa, z Polski. Wasze przywiązanie do kraju, miasta, ulicy, podwórka - to najważniejsza sprawa, to miłość do dzieła Stwórcy, jego wycinka, który powierzył wam.

Kibice w spontanicznym odruchu wyszli na ulice ponad podziałami, a wtedy "Gazeta Wyborcza", a za nią inne media, zachowując się jak słoń w składzie porcelany, ogłosiły, że skoro kibice tak kochają papieża, to mają się teraz pojednać i nigdy już nie bić. Oto reprezentantami środowiska kibiców, narzucającymi mu swoje idee, ogłosili się ci, którzy na co dzień ich nie znoszą.
Kakofonia, która dotarła do kibiców, brzmiała mniej więcej tak: Oto my, dziennikarze, wychowawcy, ludzie zdecydowanie bliżsi ideałom Jana Pawła II jesteśmy gotowi ewentualnie odnotować waszą choćby pozorną poprawę. Mimo że pochodzicie z marginesu i społecznych nizin, na które słusznie trafiliście, bo jesteście od nas głupsi. Ale posłuchajcie, co my, mądrzejsi, wam teraz mówimy: jak jeszcze raz któryś z was pobije się z drugim, to znaczy, że cała wasza obecna postawa to tylko nic nie warte pozerstwo.
Brzmiało to tak, jakby ktoś dał ultimatum dziennikarzom: teraz już nikt z was nigdy nie napisze nieprawdy. Bo inaczej uznamy, że wszyscy nie kochacie papieża. Rzecz najtrafniej skomentował Jerzy Pilch, facet nie z mojej bajki, ale będący kibicem: "Ich pojednanie było jednorazowym faktem, faktem historycznym, którego nie należy umniejszać. Natomiast kompletnym frajerstwem było sądzenie, że od tego czasu coś się zmieni i zapanuje zgoda na stadionach. Nie. Ale pamięć o tym chwilowym pojednaniu jest dobra".

Czy to dobrze, że kibice byli organizatorami marszów po śmierci Jana Pawła II? Cóż, pewnie powinny zareagować elity, jakieś stowarzyszenia tworzące społeczeństwo obywatelskie. Tyle że nie zareagowały, bo ich nie ma. Okazało się, że to mocno nieświęci kibice są naturalną tkanką lokalnych społeczności, skupiającą bezinteresowne, ideowe, aktywne jednostki, którym bliskie są najważniejsze dla wspólnoty wartości. Okazało się też, że jeśli chodzi o media, to można być pewnym jednego: nawet w najbardziej podniosłym momencie zareagują głupio.

A właśnie, że się zmienia

Gdy wkrótce doszło do kibicowskiej bójki, media zatryumfowały. A nie mówiliśmy? Nic się nie zmieniło, to bandyci, bydło. Tymczasem w ruchu kibicowskim właśnie zaczęło się zmieniać. A raczej mocno przyspieszyły zmiany zachodzące już wcześniej. Zaczął on ewoluować oddolnie, bez dyktatu medialnych wychowawców. I niekoniecznie w pożądanym przez nich kierunku.
Gołym okiem widać, jak wzrosło w ostatnich latach zaangażowanie kibiców w sprawy patriotyzmu, w budowanie i podtrzymywanie w erze komercyjnego telewizyjnego śmietnika tożsamości lokalnych wspólnot. Kibicowskie fora internetowe stały się miejscem dyskusji o nie tylko kibicowskich sprawach. Nie znaczy to, by ruch ten stał się polityczny, choć prawicowe sympatie kibiców Lechii czy Legii są ogólnie znane. Na polityków czujni na manipulację kibole patrzą z nieufnością. Zaangażowali się na poziomie obywatelskim, najważniejszych wartości.

W moim Poznaniu w rocznicę Czerwca '56 kibice przygotowali specjalną oprawę dla jej uczczenia. Składała się ona z pociętej na pasy flagi sektorowej z napisem: "Poznań '56", białych i czerwonych flag na kijkach oraz wielkiego transparentu: "Oddali swe życie ludzie wielcy, a prości, dla Ciebie i dla mnie w imię wolności". Towarzyszyły jej wystrzały.

W Warszawie w rocznicę Powstania Warszawskiego na trybunach pojawiła się olbrzymia sektorówka z symbolem Polski Walczącej i napisem: "To jest hołd dla tych, co noszą blizny, dla tych, co przelali krew w imię Ojczyzny". Udział zarówno kibiców Legii, jak i Polonii w corocznych obchodach rocznicy Powstania nikogo już nie dziwi. Wśród kibiców Legii działa grupa "Old Fashion Man Club" (Klub Staromodnych Ludzi), która uszyła sobie flagę z przekreślonym sierpem i młotem oraz podpisem "Better Dead Than Red". Przy okazji meczu z pochodzącym z "czerwonego" Doniecka Szachtarem, na trybunach pojawił się transparent z przekreślonymi sierpem i młotem oraz czerwoną gwiazdą. Kibice Legii nawiązali współpracę z kombatantami, a także Stowarzyszeniem Przyjaciół Powstania Warszawskiego. Przed uroczystościami rocznicowymi źli kibole porządkują zaniedbane groby poległych, pomagają też chorym uczestnikom Powstania. Znicze i wiązanki składają, bez rozgłosu, w ok. 100 miejscach je upamiętniających.

Kibice Radomiaka brali z kolei udział w obchodach radomskiego Czerwca '76. Z flagą "Radom '76 - pamiętamy te czerwcowe dni, ulice skąpane we krwi, bohaterstwo robotników, o wolnej Polsce sny".

Podobne sygnały o absolutnie oddolnych i spontanicznych działaniach dochodzą z całego kraju. Dwa miesiące temu, 11 listopada, w Święto Niepodległości, delegacje kibiców uczestniczyły w jego obchodach w całym kraju, od wielkich miast po mniejsze miejscowości. Kibice Jagiellonii i wywiesili na meczu wielką flagę z Józefem Piłsudskim. Stowarzyszenie Kibiców ŁKS zorganizowało festyn dla dzieci i rodziców. W Trójmieście w paradach z okazji święta wzięli udział kibice Arki Gdynia, Lechii Gdańsk i Wybrzeża Gdańsk. W Słupsku kibice tamtejszego Gryfa odpalili w czasie uroczystości race. W czasie obchodów poznańskich przemawiał przedstawiciel kibiców Lecha. Powiedział, że wśród kibiców tej drużyny, która swój początek miała w odrodzonej Rzeczpospolitej jest "wielu potomków Wielkopolan, którzy czynem i bronią dowiedli, że są warci Polski i Polska jest ich warta [...]. Oddając cześć bohaterom walki i pracy niepodległościowej; wierzę, że Wielkopolanie i lechici nie zawodzą Ojczyzny dnia powszedniego i nie zawiodą w godzinie próby, bo oba te egzaminy zdawali w historii najnowszej celująco". Kibiców nie zabrakło też 13 grudnia pod willą gen. Jaruzelskiego.
Jednocześnie po 2005 r. osłabła, choć z pewnością nie wszędzie, nienawiść między kibicami poszczególnych drużyn. Nawet relacje z ustawek - umawianych między kibicami bójek na pięści, bardziej przypominają teraz sportowe sprawozdania, gdzie docenia się honorową postawę przeciwnika.

Rzecz jasna do niemiłych wydarzeń zapewne jeszcze dojdzie niejeden raz. Niewykluczone, że kiedy jakiś chuligan zginie w czasie bijatyki, media napiszą, że współwinni tego są autorzy tekstów takich jak ten. A nie ci, którzy zamiast zmieniać ten ruch w dobrym kierunku, piszą o nim bzdury, spychając go na kryminalny margines.

Że chłopaków naszła nagła transformacja

"Pytasz do czego zmierzam / Moment już wyjaśniam / Że chłopaków naszła nagła transformacja / Pytasz jaka przemiana, co nie zauważasz / A kto w lidze rugby na sportowo się naparza / Co nie zauważasz, pytasz jaka przemiana / A kto po boisku za piłką gania" - rymuje raper rodem z poznańskiego "kotła", człowiek, który nie był w latach 90. autorem pacyfistycznych tekstów, a wręcz przeciwnie.
To właśnie jego cytowana piosenka "Rugbyści" przyczyniła się do tego, że wśród kibiców wielu klubów nastała moda na rugby, sport dla "twardych zawodników", którzy walczą nie na trybunach stadionu, a na boisku. Jeśli ktoś chciałby naprawdę zmieniać pozytywnie ruch kibicowski, to oczywiście nie zakazami, policją i medialną propagandą, bo to przyniesie zawsze skutek odwrotny od zamierzonego. Lecz wspólnie z tymi, którzy z niego są, wyznają jego wartości i cieszą się w nim autorytetem.

Jakieś parę miesięcy temu idąc na zakupy, napotkałem wspomnianego rapera, który za chwilę miał grać koncert w jednym z poznańskich klubów. Siedział na ławce z grupką chłopaków z osiedla. Dwaj z nich pokłócili się i silniejszy uderzył słabszego. Usłyszał od rapera: "Jeśli jesteś z ulicy, to przede wszystkim powinieneś umieć rozmawiać z ludźmi. To jest podstawa. I nie uderzysz kogoś, kto jest młodszy, słabszy i wiesz, że ci się nie postawi". Zapewniam, że chłopaki
zapamiętały to znacznie lepiej niż wszystkie medialne kazania dyżurnych moralistów.

Autor: Piotr Lisiewicz
_________________
Nasz kraj śpiewa im rock'n'rollowe pieśni
I mówi, że będzie normalnie,
Nasz kraj krzyczy, że razem jesteśmy
I wszystko to brzmi jakoś banalnie.

 
 
pepe 
ZEUS


Wysłany: 2008-09-10, 11:18   

niuska_sk pisze:
...zbiórka na mecz była akurat po drugiej stronie ulicy przy której mieszkam. Miałam mieszane uczycia gdy się o tym dowiedziałąm. Pomyslałam, znowu będzie rozróba. I tu zostałam mile zaskoczona, żadnej rozróby.

No i własnie o to chodzi, zjawisko burd przy zbiórkach i przemarszach jest na tyle oczywiste ze jeśli wyjątkowo tak sie nie dzieje to większośc ludzi jest ZASKOCZONA.
inna sprawa że policjanci to także w dużej mierze ex-kibole i nie stronią od przemocy a już proces myślenia jest im zupełnie obcy.

*wytłuszczenie moje :)
_________________

 
 
kaczeniec 
bosski kffiatek


Wysłany: 2008-09-10, 11:32   

pepe pisze:
zjawisko burd przy zbiórkach i przemarszach jest na tyle oczywiste ze jeśli wyjątkowo tak sie nie dzieje to większośc ludzi jest ZASKOCZONA.

A dlaczego wydaje się oczywiste? Gdyby przy zbiórkach i przemarszach faktycznie było aż tyle burd, to w połowie miast w tym kraju w okolicach stadionów i na ulicach prowadzących z i na dworce kolejowe byłaby spalona ziemia i łyse pole :roll:
_________________
Nasz kraj śpiewa im rock'n'rollowe pieśni
I mówi, że będzie normalnie,
Nasz kraj krzyczy, że razem jesteśmy
I wszystko to brzmi jakoś banalnie.

 
 
pepe 
ZEUS


Wysłany: 2008-09-10, 11:52   

kaczeniec pisze:
Gdyby przy zbiórkach i przemarszach faktycznie było aż tyle burd, to w połowie miast w tym kraju w okolicach stadionów i na ulicach prowadzących z i na dworce kolejowe byłaby spalona ziemia i łyse pole :roll:

Może nie spalona ziemia ale poprzewracane kosze, pomalowane przystanki porozrzucane kamienie z torowisk, wybite szyby w autobusach, poprzecinane siedzenia (to nadal o autobusach :) ) czasem też wybite witryny, zniszczone znaki drogowe. Oczywiście nie zawsze tak jest ale zdarza sie na tyle czest, że ludzie jednak w taki sposób kojarzą. A doliczyć można do tego sparaliżowanie przed meczem ruchu w mieście bo ulice są zablokowane, jeśli ktoś chce albo musi gdzieś dojechać komunikacją miejską to musi sie liczyć z dużymi opóźnieniami albo w ogóle brakiem takiej możliwości, wulgarnymi zaczepkami, ciągłym wysłuchiwaniem kto aktualnie jest "k...ą" i jeszcze wymiocinami, walajacymi sie puszkami po piwie, potłuczonymi butelkami na chodnikach.
I teraz zastanawia mnie czemu skoro ja nie jestem kibicem muszę znosić i tolerować ich wpływ na moje życie podczas gdy "oni" nie maja zamiaru uszanować tego co sam cenię.

[zmieniłem wyraz wulgarny na nieco bardziej zakamuflowaną wersję :) ]
_________________

Ostatnio zmieniony przez pepe 2008-09-10, 12:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
kizia 


Piwa: 173/113
Wysłany: 2008-09-10, 11:58   

Reasumując: każdy kto chce być szanowanym, musi też szanować innych. Musi szanować mienie publiczne, musi zachowywać się tak, aby nie robić nikomu krzywdy. A może tylko ja tak mam się zachowywać ?!!!
_________________
"Im więcej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta"
M.Czubaszek
 
 
klops 
po prostu klops


Wysłany: 2008-09-10, 17:36   

http://www.tvn24.pl/0,156...,wiadomosc.html
_________________

 
 
Bialy 
Football Fan


Otrzymał 1 piw(a)
Wysłany: 2008-09-10, 22:39   

"Stycznia 10-tego roku pamiętnego...
Policja zabiła kibica młodego...
Kibice płakali, policja się śmiała...
Zajebiemy [cenzura]ę co pałą machała...
Za dziecko ze Słupska...
Zbiorą sie kibice...
I pójdziemy razem za***ać policje... !"


piosenka śpiewana przez ludzi (nie kibiców, bo byli tam też ludzie nie związani z kibicowaniem) w czasie zamieszek w słupsku po śmierci Przemka... Do zobaczenia w Walhalli

co do Przemka zabił go były ZOMO-owiec który do dzisiaj nie odsiedział kary...


Pojednanie.... tak się składa że byli tam moi dobrzy znajomi i całe pojednanie to były media...

Kaczeniec bardzo dobry artykuł.

Pozdrawiam
 
 
Mars
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-11, 11:19   

Efekt wielkiej ulicznej bitwy warszawskiej: ??

- 2 uszkodzone samochody ( 1 lusterko i karoseria po ucieczce kibica przed policją )
- kilka skrzynek z pomidorami z okolicznego straganu
- 0 rannych !!

Zatrzymano 741 "bandytów" !! Wielka Udana Akcja Mi/Policji :lol:
Może wszystko zaczęło się od tego, że znowu jakiś policjant zgubił okulary a drugi został przez innego kolegę policjanta spryskany gazem. ??

- a i zapomniałbym. znaleziono po wielkich poszukiwaniach WIDELEC !! :lol: Gdyby Bareja żył, miałby doskonały materiał na film

PS. o proszę. Już w mediach nawet u Walterowców zmieniono nazewnictwo z bandytów na kibiców.
Tak dużo mówi się o przykładach z Wlk. Brytanii. OK, ja chcę takich stadionów jak w Anglii i przynajmniej zbliżonego poziomu piłkarskiego, a nie tego na poziomie San Marino.
Kiedyś Legia znaczyła coś. Dziś Walter zrobił z tego pośmiewisko, zatrudniając Rogerów i innych cudaków, którzy nic w Europie od kilku lat nie pokazali. O przepraszam, jakie to europejskie potęgi chciały kupić Rogerskiego ? :lol:
Efekt wojny Waltera z kibicami. Zero dopingu, trybuny świecą pustkami, mniejsze wpływy z biletów, coraz większe długi.
 
 
niuska_sk 


Postawił 1 piw(a)
Wysłany: 2008-09-11, 14:59   

Chcesz takich stadionów jak w Angli. No dobrze, kazdy z nas chce. A powiedz czy wiesz, jak w Angli i innych krajach zachodnich, radza sobie ze zbytnio " rozbrykanymi ' kibicami ? Myślę że nie wiesz. Ja chciałabym aby u nas tak było. Nie tylko na papierze, ale egzekwowane ze wszystkimi szykanami.
 
 
Anulka 


Piwa: 140/147
Wysłany: 2008-09-11, 19:50   

kaczeniec pisze:

A dlaczego wydaje się oczywiste?
Bo na to sobie niestety "zapracowali"...
Miałam się w tym temacie nie odzywać, bo moje poglądy są tu akurat dość radykalne ( i całkiem rozbieżne z autorem wątku :-P ), ale... no właśnie! Mieszkam w "pipidówie" ( V Liga, lub cuś koło tego, nie znam się :roll: ), rzadko tu bywają "ważne" mecze, ale pamiętam jeden... Jechałam na nocny dyżur. Z problemami jechałam, bo droga usłana była rozbitymi butelkami, cegłówkami, kamieniami na drodze, rozwalonymi koszami, o innych rzeczach nie wspomnę..., takiej nocy to chyba nigdy wcześniej i później nie miałam :mdleje:
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandred created by spleen & Programosy modified v0.4 by warna