Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.
MY-Kształciuchy Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu - powtórzenie
Autor Wiadomość
Gruby 
Hej, szable w... zęby! ;-)


Wysłany: 2008-05-31, 16:35   Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu - powtórzenie

W ubiegłym roku 22 listopada o godz. 11:22 am zamiesciłem to:

Moja bezczelność nie zna granic wiec nie pytajac nikogo o zgodę zamieszczam fotkę wykonana wczoraj przez syna StaregoMysza w EMPiK-u PLAZA w Lublinie

Pomóżcie i powiedzcie, który z tych dwóch skrajnych na drugim planie to p. Marek Przybylik :?:


.


A potem poszło to tak:

MAGAZYN LUBLIN 23.11.2007

Szklarze bez kitu

ROZMOWA

Grzegorz Miecugow i Marek Przybylik gościli w minioną środę w Lublinie, spotykając się z widzami i promując książkę „Kontaktowi szklarze bez kitu”, którą Grzegorz Miecugow napisał razem z Tomaszem Sianeckim.




GRZEGORZ MIECUGOW I MAREK PRZYBYLIK Fot. Wojciech Jargiło

* Wojciech Klusek: Jak powstaje „Szkło kontaktowe” :?:

Marek Przybylik: Stara telewizyjna zasada powiada, że wszystko, co ma wyglądać jak improwizacja, powinno być dokładnie zaplanowane, udokumentowane i przygotowane dużo wcześniej. Tymczasem „Szkło kontaktowe” jest robione z niczego. Bywa tak, że prowadzący nie chce powiedzieć swojemu gościowi, co ma przygotowane. Trzeba mu to wyrywać podstępem.

Grzegorz Miecugow: Bywa też, że nie jesteśmy w stanie pokazać wszystkich materiałów. Czasami program jest ustawiony przez jeden telefon, który pojawi się na początku. Albo bywa tak, jak w poniedziałek, kiedy Stefan Niesiołowski opowiedział dowcip o spotkaniu Mao Tse-tunga i Breżniewa, którzy razem upolowali tygrysa. Breżniew gdzieś poszedł na chwilę. Kiedy wrócił, drapieżnika nie było, więc pyta, gdzie jest tygrys?. Na to Mao: – Jaki tygrys? I tak w kółko. To był dowcip opowiedziany w kontekście politycznym. Kiedy chciałem zmienić temat, gość programu Włodek Zieliński coraz pytał: – No, ale jaki tygrys? A pointa była następnego dnia, kiedy w „Teraz My” Doda wystąpiła w spodenkach w cętki. Natychmiast pojawił się niezawodny SMS z tekstem: „Teraz wiadomo, co się stało z tygrysem.

* Skąd pomysł na taki program :?:

G.M.: To była końcówka dryfujących rządów Marka Belki, kiedy społeczeństwo było sfrustrowane i zawiedzione. Nasz szef Adam Pieczyński przypomniał sobie, że po otwarciu stacji próbowałem robić program na zasadzie kawiarnianego spotkania z internautami. Stanęło na tym, że ruszymy z początkiem 2005 r. Program mieliśmy prowadzić razem z Tomkiem Sianeckim, jako byli radiowcy, wywodzący się z „Trojki”. Dochodziliśmy wtedy do czasów wielkiej szczęśliwości, kiedy po wyborach PiS i PO miały założyć koalicję i posprzątać w kraju. Zastanawialiśmy się nawet, czy programu nie zawiesić. Tymczasem dwa lata temu, po wyborach, nastąpił rozkwit „Szkła kontaktowego”. Rozczarowanie społeczne było tak duże, że ludzie chcieli się wygadać.

M.P.: No i pojawiła się spora armia bohaterów „Szkła”. Wyglądało na to, że niektórzy działali tylko po to, aby się tam znaleźć. Wszystko, co powiedzieli, trafiało do naszego programu. Gdyby poważnych informacji było więcej, oni nigdy by się nie pojawili na antenie. Kiedy pracowałem w gazecie o takich materiałach mówiliśmy – padlina. Teraz okazuje się, że „Szkło kontaktowe”, które miało się żywić padliną, niemieszczącą się w przyzwoitych programach, tak zaraziło inne audycje, że materiały zrobione a’la „Szkło” znajdują się w najpoważniejszych serwisach informacyjnych.

* Czy wolicie, Panowie, kiedy krytykują Was Jarosław Kaczyński i Ludwik Dorn, czy kiedy chwalą Roman Giertych i Stanisław Łyżwiński :?:

G.M.: Jeżeli Roman Giertych mówi o „Szkle” dobrze, a rzeczywiście nie miał wobec nas obrzydzenia, to mimo wszystko wolę jego pochwały niż Łyżwińskiego. Giertych jest cyniczny, ale nie można odmówić mu przyzwoitości.

M.P.: No i sprawności umysłowej, czemu dał dowód w ostatnim swoim show filmowym, kiedy zniszczył Jacka Kurskiego.

G.M.: Natomiast krytyka z ust pana Dorna nie tyle zabolała, co dodała nam splendoru. Dzięki nam pojawiło się słowo wykształciuch, użyte w kontekście programu i zaczęło żyć własnym życiem. Zamiast być obelgą, stało się pewnym manifestem.

Pamiętam Dorna ze spotkań studenckich jako pogodnego, fajnego chłopaka. Natomiast dzisiaj, choć oczytany i mądry, jest zgorzkniały i pełen żółci. Boję się takich ludzi, bo generalnie uważam, że świat jest dobry i nie ma co rozlewać swoich frustracji. Coś się stało złego w tych ludziach, także z premierem Kaczyńskim. Normalny polityk próbuje odwrócić kota ogonem, ale kiedy kilka lat temu rozmawiałem z Jarosławem i Lechem, jeszcze nie byli funkcyjni, to zawsze mieli taki „rzut oka”: Kto za nim stoi, kto go inspiruje? Do tej podejrzliwości teraz doszło np. chorobliwe głoszenie wszem i wobec, że premier Tusk w sposób oczywisty jest strasznie arogancki i knajacki. Przecież to bzdura. Jeśli już zarzucać arogancję, to raczej politykom z tej drugiej strony. Najgorsze jest to, że były premier w to wierzy.

* Dzięki politykom macie darmową reklamę w telewizji.

M.P.: To bardzo przyjemne, że b. premier nas nie lubi i krytycznie o nas się wypowiada.

G.M.: W słynnej wypowiedzi dla telewizji publicznej premier, odnosząc się do niezbyt korzystnych dla PiS wyników wyborów samorządowych, powiedział, że nie jest prawdą to, co pokazują w „Szkle kontaktowym”, którego zresztą nie ogląda. To nas nobilitowało.

M.P.: Jeśli ktoś przy ośmiomilionowej widowni mówi, że nieprawdą jest to, co mówią w „Szkle kontaktowym”, to od razu mamy 100 tysięcy widzów więcej z obrzydzeniem włączających nasz program.

* Jak Panowie reagujecie na napastliwe telefony i SMS-y widzów :?:

M.P.: Nie boję się polemiki w sprawach merytorycznych, ale miałem przypadek, kiedy zadzwoniła pani z Bydgoszczy. Najpierw powiedziała że tego programu nie ogląda, a potem zapytała, w jaki sposób dobieramy rozmówców, a na koniec, że tak obleśnego faceta, jak ja, którego już trzy razy oglądała, to ona nie może znieść. Dla nieprzyzwyczajonego są to przypadki ciężkie do przeżycia, ale z czasem stwierdziliśmy, że to jest sól programu.

G.M.: Czasem trzeba przerwać rozmowę i powiedzieć widzowi, że jest niegrzeczny, jak to miało miejsce w przypadku osoby ze Świdnika, która zaatakowała Krzysztofa Daukszewicza za fryzurę i ubiór. Nie znoszę agresji. Są ludzie, którzy dzwonią tylko po to, żeby dokuczyć. Wtedy po prostu mówię: Pan jest złym człowiekiem. Z ogromnej ilości SMS-ów, jakie otrzymujemy, eliminujemy te wulgarne oraz powtarzające się.

* Jakich macie ulubionych polityków :?:

G.M.: Tadeusz Cymański efektownie gestykuluje i używa barwnych porównań oraz przykładów. Stefan Niesiołowski mówi z pasją i wielkim żarem, łatwo go cytować.

* Dokąd zmierza telewizja :?:

G.M.: Coraz nowocześniejsze środki techniczne będą pozwalały odwrócić sygnał. Jeżeli dzisiaj TV coś proponuje odbiorcom, to w przyszłości strumień popłynie w drugą stronę. Telewizje będą korzystały z tego, co zaproponują widzowie. Jest np. autor ok. 30 zabawnych filmików, które można oglądać w Internecie. Coraz lepiej potrafimy posługiwać się nowoczesnymi mediami. Jeśli nawet władza całkiem znormalnieje, w co do końca nie wierzę, choć istnieje taka możliwość, to właśnie w ten sposób będziemy rozmawiali z widzami. Kiedy czytam SMS-y w „Szkle kontaktowym” myślę sobie: Jakie one są śmieszne. Nigdy czegoś takiego bym nie wymyślił. Przyszłość telewizji to oddanie inicjatywy w stronę widzów.

M.P.: Teraz kamera, która współpracuje z Internetem, kosztuje ok. 100 zł. Lada chwila pojawią się programy, w których będziemy oglądali rozmówcę.

G.M.: W czerwcu na rynek wchodziły nowe urządzenia elektroniczne o nazwie ifon. Ich cena wynosiła ok. 500 – 600 dolarów. Natomiast w listopadzie te same urządzenia pojawiły się w zachodniej Europie. Są o połowę tańsze i dwa razy lepsze.

GRZEGORZ MIECUGOW I MAREK PRZYBYLIK

Gościli w minioną środę w Lublinie, spotykając się z widzami i promując książkę „Kontaktowi szklarze bez kitu”, którą Grzegorz Miecugow napisał razem z Tomaszem Sianeckim. Obaj są laureatami Wiktora 2007 za „Odkrycie telewizyjne roku”. Na część ich publicystyczno-satyrycznego programu, jednej z najchętniej oglądanych produkcji TVN, kabaret Czerwony Tulipan przygotował piosenkę z refrenem: „Polsko, Polsko, Twe dzieci muszą być zdrowe! Byś rosła w siłę, tak Cię prosiłam, załatw nam szkła kontaktowe!”. Poniższa relacja jest zapisem fragmentów spotkania na Wydziale Politologii UMCS.

Wojciech Klusek


VIDE: "Kurier Lubelski"
http://www.kurierlubelski...-pid-46979.html

.

Dodane po 1 godzinach 59 minutach:

oika pisze:
Pan po prawej ręce p Miecugowa to niewątpliwie p Marek, ale podobieństwo do drugiego "skrajnego" tak wielkie,że nasuwa podejrzenie o blizniaczość,a to kojarzy mi się paskudnie


A jak na zdjeciach poniżej :?: :lol:


Szkło kontaktowe na Wydziale Politologii
kad2007-11-21, ostatnia aktualizacja 2007-11-21 16:31

Przy okazji promocji książki "Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu" gościli w środę na Wydziale Politologii UMCS Grzegorz Miecugow i Marek Przybylik autorzy popularnego programu "Szkło kontaktowe".


Obaj panowie tryskali humorem i zabawiali audytorium licznymi anegdotkami, przy okazji wymieniając między sobą złośliwości. - Nasze życie polityczne jest tak skomplikowane jak korzenie afrykańskiej limby - odpowiedział na jedno z pytań Miecugow. Odnosząc się do wyników wyborów Przybylik stwierdził - Kiedyś życzyłem sobie, żeby "Szkło" zamarło z braku tematów. Teraz widzę, że wszystko zmierza ku mojemu szczęściu. Cieszę się, bo wasza przyszłość będzie świetlana - zwrócił się do obecnych na spotkaniu studentów.


Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin
http://miasta.gazeta.pl/l...40,4693451.html

Fot. Jakub Orzechowski / AGENCJA GAZE






Dodane po 35 minutach:

********

Ps.
A ten to kto :?:
Zgadnijcie :wink: :D :lol:





A ten :?:





Sami widzicie co z nich wyrosło :!: :wink: :D :lol:

.

Kontaktowi w Lublinie
/sprawozdanie własnosłowne/
Część I


Dnia 21 listopada Anno Domini 2007 o godz 12:20 spod Kauflandu w mojej rodzinnej parafii wystartował busik, który szparko dowiózł mnie do Lublina.
Wysiadłem przy Alei Solidarności skąd idąc i sapiąc schodami pod górę oraz pod prąd historii, dotarłem do gmachu, w którym 63 lata temu urzędował niejaki PKWN :wink:

Stąd już gładko i nawet nieco w dół doczłapałem do Krakowskiego Przedmieścia.
Po krótkim spacerku i załatwieniu spraw bankomatowych o godz. 13:35 stanąłem na Placu Litewskim – o czym świadczy mój cień widoczny na fotce :wink:
*


Doznałem szoku ujrzawszy jak robią na Dziadka :evil:
*


Ale jestem odporny na stres wiec spojrzałem dalej i ujrzałem pałace Lubomirskich i Czartoryskich (ten ostatni po prawej)
*


Ruszyłem ku tym pałacom a szyld „Salon POLITYKI w Lublinie” na pałacu Lubomirskich upewnił mnie, że obrałem słuszny kierunek :wink:
*


Śmiało wkroczyłem do pałacu, gdzie znowu czekały na mnie schody, którymi dotarłem na I piętro, gdzie przed drzwiami Auli im. Daszyńskiego kłębił się tłum studentów.
Ogłoszenie przyklejone na drzwiach auli zobaczyłem dopiero po zakończeniu spotkania, gdy tłum się przerzedził. Niestety nie mogę organizatorów pochwalić za sposób przymocowania.
Z wrodzona skromnością powiem, że gdy przed wielu, wielu laty przygotowywałem 3-ci Dywizjon Ogniowy 3-ciej Łużyckiej Dywizji Obrony Powietrznej Kraju do wizyty ambasadora Kuby Raula Castro, byłem bardziej dokładniejszy w detalach :evil:
*


Aula nie jest zbyt duża, więc nie pomieściła wszystkich chętnych. Wielu zostało na korytarzu podglądając i podsłuchując przez otwarte drzwi.

Studenci lubelscy są jednak dobrze wychowani i sami tłocząc się pod ścianami zostawili wolne miejsca w pierwszym rzędzie krzeseł dla VIP-ów wiec bezczelnie zająłem jedno z nich, co widać na zamieszczonych uprzednio fotkach z relacji prasowych.

Miejsce to miało jednak również złe strony, bo przed nosem kręcili mi się liczni fotoreporterzy i zasłaniali widok.
Mimo to, udało mi się zarejestrować widoczny na twarzy p. Grzegorza ciężki proces myślowy i zakłopotanie na twarzy p. Marka. Najwyraźniej zastanawiali się, co to za podejrzany ciemny typ usiadł im pod nosem :wink:
*


Po prezentacji nasi ulubieńcy podyskutowali w stylu znanym ze „Szkiełka” ale to znacie już z relacji prasowych które zamieściłem wcześniej.

A potem nadszedł czas na tradycyjne pytanie o pytania.
Jestem zaprawiony w takich bojach chociażby z czasów wizyty Raula, więc odczekałem chwilę aby nie okazywać jak się do tego rwę, a gdy jeszcze panowała cisza zgłosiłem się ze swoim pytaniem o to, dlaczego autorzy nie zdążyli z książka na nasz jesienny biwak.

Wtedy mnie rozpoznali, p. Marek złośliwie przedstawił mnie jako Waszego tajnego agenta i pożalił się, że w wypowiedziach na forum bywam wobec prowadzących krytyczny, a p. Grzegorza potwierdził, że planowano rozpoczęcie promocji książki na naszym biwaku, ale przyczyny obiektywne….

Tak czy inaczej jak panowie Grzegorz i Marek wyraźnie się rozprężyli, gdy już wiedzieli że ten typ siedzący przed nimi jest z KŁUS-a a nie z jakiegoś tam CBA - widać to na zdjęciu :lol:
*


Na zakończenie p. Grzegorz dostał od studentów kaczarka, którego już znacie z forum i ze Szkiełka, gdzie nadano mu imię Matrylda
Co do płci mam odczucia ambiwalentne, bo wprawdzie czepek sugeruje, że to kaczuszka, ale o ile pamięć mnie nie zawodzi to dla niemowlaków płci pięknej jest przewidziany protokołem kolor różowy, a dlamęcin niebieski, więc to jednak chyba kaczarek
Inna sprawa, że ostatniego niemowlaka miałem wiele lat temu (PanJerzu trzy dni przed spotkaniem skończył 20 lat), a pamięć mam coraz lepsza , bo krótszą, więc… :wink:
*


No i wreszcie nadszedł czas na podpisywanie
*


Rozmowę p. Marka z koleżanka z edukacyjnych szlaków
*


Fotkowania zbiorowe i indywidualne.
Na trzech ostatnich zdjęciach, jest adept sztuki dziennikarstwa z Puław.
Prosił mnie o przesłanie mu zdjęć, dałem mu swój szkiełkowy e-mail, ale jak dotąd się nie odezwał.
*

*



*


*


*


*


Mój ulubiony ciąg dalszy zapewne nastąpi :wink:

.

Kontaktowi w Lublinie
/sprawozdanie własnosłowne/
Część II



Po zakończeniu spotkania w Pałacu Lubomirskich ruszyliśmy z Milka spacerkiem do pobliskiej księgarni „Świata Książki” przy Krakowskim Przedmieściu 53.

Przybyliśmy tam godzinę przed planowanym spotkaniem, ale na moje inspektorskie oko nie byliśmy pierwszymi kontaktowymi w tym lokalu.
Wspomniane oko (moje inspektorskie) uznało, że jak na miejsce promocji to ksiązka jest mało eksponowana.
Zwróciłem na to uwagę miłej pani i wkrótce zaczął się ruch polegający na przemeblowaniu i przeksiążkowaniu.
*


Nawiasem mówiąc nie uważam tego za swoją zasługę, bo dalsze obserwacje przekonały mnie, że załoga księgarni miała przemyślany plan działania i wiedziała co zrobić, żeby na niewielkiej przestrzeni stworzyć optymalne warunki dla spotkania. Zwróciło moja uwagę zaufanie, jakim obdarzono kontaktowych wykształciuchów przybywających na spotkanie. Stoły z książkami zostały odsunięte na boki, ale nie zastosowano typowego na bazarkach zabezpieczenia polegającego na przykryciu towaru przeciwzłodziejską folią. Uważam, że to było bardzo miłe.
W odwecie za zwróconą uwagę, gdy kupowałem prznaczony dla moich zstępnych kolejny egzemplarz książki, miła pani z obsługi namówiła mnie abym wstąpił do klubu Świata Książki :wink:
Wkrótce pojawił się stolik, przy nim trzy fotele, a na jednym z nich kartka z rezerwacją
*


Przyznaje bez bicia, że widząc napis „Pan Piotr Wróblewski” nie skojarzyłem o kogo chodzi.
Ale gdy się pojawił ten, dla którego fotel był przeznaczony, nie musiałem czekać na prezentację dokonaną przez p. Grzegorza :!:
Popatrzcie i powiedzcie czy wy p. Piotra znacie, chociażby ze słyszenia :?:
Dla ułatwienia dodam, że wypowiadając się nie skorzystał z podsuwanego mu mikrofonu, gdyż jak oświadczył nadal ma radiowy głos i w przeciwieństwie do telewizyjnych kolegów nie musi korzystać z mikrofonu. :wink: :D :lol:
I to jest jeżeli chodzi o jego możliwości najprawdziwsza prawda :!:

Zdjęcie robiłem siedząc w drugim szeregu krzeseł między głowami tych z przodu. Nie mogłem wiec objąć obiektywem całej trójki fotelowej, ale za to uwieczniłem jedną urocza KŁUS-owiczkę.
Kim jest ta, której włosy i dłoń widać na tle p. Piotra dowiecie się, gdy sama Wam o tym powie :wink:
*



Ale rozbawionego p. Marka udało mi się złapać niemal w całości
*


Gdy przyszło do pytań, znowu byłem pierwszy, ale był to przydługi i niezbyt udany występ :cry:
Zgłosiłem pretensje, że na stronie 134 niesłusznie oceniono pierwsze w historii spotkanie szkiełkowiczów w Saskim Ogrodzie koło fontanny za nieudane. Wyjaśniłem, że miało ono inny - marszowo-manifestacyjny - charakter i dlatego po krótkim spotkaniu uczestnicy rozbiegli się do swoich manifestacji.
Pan Grzegorz zaczął się tłumaczyć i w rezultacie wyszło to bardziej poważnie niż zamierzałem. Sytuację uratował p. Grzegorz oświadczając, że w drugim wydaniu dokona sprostowania.
Życzę więc autorom i sobie, aby nastąpiło to jak najwcześniej :!: :lol:
Moją próżność połechtał p. Marek informując zebranych kim jestem a ja nie zdążyłem podziękować za to, że na rzeczonej stronie 134 25% sękocińskich biwakowiczów stanowią puławianie :wink:

Mimo mojego nieudanego występu oceniam to spotkanie jako najfajniejsze w czym zasługa zarówno prowadzących jak i licznie przybyłych kontaktowych wykształciuchów .
Na kolejnym zdjęciu znalazły się dwie kolejne KŁUSO-wiczki poszukajcie :lol:
*


Dobre pytania rozkręciły panów Grzegorza i Marka. Ich wypowiedzi były bardzo interesujące, obszerniejsze i chyba swobodniejsze niż na UMCS-ie.
Atmosfery nie zepsuł nawet alarm, który w pewnym momencie włączył się ni z tego ni z owego
*


W rezultacie spotkanie przedłużyło się znacznie i trwało mniej więcej do 19-tej, o której powinno się rozpoczynać kolejne spotkanie w Empik-u Plaza
*


Oczywiście natychmiast ustawiła się kolejka po autografy, ale ja wpadłem na pewien chytry pomysł i pomaszerowałem na miejsce trzeciego spotkania, o którym jak dobrze pojdzie napiszę w kolejnym odcinku
Pewnie maniana :wink:


.

A na tym zdjęciu zamieszczonym przez Jolar i nieco przeze mnie przyciętym



p. Marek pisze własnie dedykację dla... :lol:

Ps. To jest własnie nieoczekiwana dla mnie realizacja mojego chytrego pomysłu, o ktorym wspomniałem na zakończenie drugiego odcinka mojej relacji :wink:

.

Kontaktowi w Lublinie
/sprawozdanie własnosłowne/
Część III i ostatnia


Ciężko było mi zabrać się za pisanie części trzeciej, bo nie da się ukryć, że RMPiK Plaza po raz kolejny dał plamę.
Po raz pierwszy, gdy w październiku reklamował spotkanie z panami Miecugowem i Przybylakiem w dniu wyborów no i teraz, bo moim zdaniem organizacja spotkania była fatalna.

Kiepskie, niewielkie miejsce tuz przy bramkach wejściowych do wielkiego salonu, mało miejsc siedzących, słabe nagłośnienie, tylko jeden mikrofon uniemożliwił prowadzenie spotkania w formule rozmowy miedzy panami Grzegorzem i Markiem, która świetnie się sprawdziła na UMCS-ie i w księgarni świata Książki… 


Ale mimo to było fajnie, a było to tak

Ja nie czekając aż w Świecie Książki zakończy się podpisywanie „Kontaktowych…” podreptałem do Empik-u Plaza Gdzie spotkałem Strychmyszów z synem i Pandę, która oczywiście zaproponowała wyjście na papieroska.

Ruszyliśmy wiec do wyjścia, aby niektórzy mogli podreperować zdrowie dymkiem, ale po drodze spotkaliśmy tych na których czekaliśmy.

Panda skorzystała z okazji aby przekazać pozdrowienia od Sówki, a ja wcisnąłem p. Markowi egzemplarz przeznaczony dla moich dzieciaków z prośba aby podpisali go w wolnej chwili w czasie spotkania, tak abym nie musiał potem stać w kolejce, bo nie zdążę na ekspres do Puław i będę musiał szukać wolnej ławeczki na nocleg w Lublinie.
Moja prośba została przyjęta ze zrozumieniem i razem ruszyliśmy na miejsce spotkania, gdzie kłębił się tłumek oczekujących

Panowie Grzegorz i Marek zajęli przygotowane dla nich stanowisko bojowe, nie którym tak jak już wspomniałem było tylko jedno działo, czyli mikrofon, który siłą rzeczy przypadł p. Grzegorzowi, a on starał się już nie wypuszczać go z rąk
*


Wobec braku drugiej armaty, część wstępna była niestety symboliczna i szybko nastąpiło przejście do pytań.
Stałam nieco z tyłu, wiec tym razem w przeciwieństwie do dwóch poprzednich spotkań nie wyrywałem się i skutki były może nie tyle fatalne, co nieco śmieszne.

W pierwszym momencie nie było chętnych do zadawania pytań, wiec p. Marek spytał stojącego przed nim wysokiego pana w wieku dojrzałym – tego widocznego w lewym dolnym rogu pierwszego ze zdjęć zamieszczonych przez Jolar – czy chce zadać pytanie.
NIE CHCIAŁ!

Zdradzę Wam tajemnice dlaczego nie chciał.
Otóż to małżonka tego pana wzięła mnie wcześniej za p. Przybylika i teraz stojąc naprzeciwko pana Marka najwyraźniej zastanawiali się czy ten który siedzi przed nimi i namawia ich do zadawania pytań to prawdziwy pan Przybylik ;-)

A potem pytanie zadał młodzian widoczny nad głową p. Grzegorza na trzecim ze zdjęć zamieszczonych przez Jolar
Pytanie brzmiało: „Po co właściwie się tu zebraliśmy?”

Muszę przyznać, że p. Grzegorz okazał klasę i zamiast odpalić „Merde cie to obchodzi gówniarzu, powinieneś już iść spać, a nie włóczyć się po galeriach handlowych” bardzo zgrabnie wytłumaczył smarkaczowi powody i cele tego zgromadzenia.

Ale potem już wszystko poszło jak należy wiec spokojnie zacząłem rozglądać się po okolicy i zauważyłem, że taka jedna ognisto głowa patrzy na mnie, a nie na p. Marka, więc to natychmiast uwieczniłem
*


Padały pytania i odpowiedzi , a mikrofon przeważnie był w rękach p. Grzegorza.
*


W pewnej chwili usłyszałem jak tłumaczy, że dzwoniący do Szkiełka gdy się w końcu dodzwonią to zapominają języka w gębie i marnują swój czas.
Skorzystałem z okazji i korzystając ze swojego raczej donośnego głosu wtrąciłem swoje trzy grosze oznajmiając, że jak ja się dodzwonię, to nie mam takich problemów.

Znacie moja dewizę, którą zamieszczam na forach, wiec nie powinno was dziwić, że przewidziałem koniec uzyskałem to otso mi biegało, czyli kilka ciepłych słów o sobie od mojego młodszego i lepiej ostrzyżonego bliźniaka - nie satyryka
Potem nadszedł czas na walkę o autografy, tłumek wielbicieli się kłębił
*


Ale ja miałem już swój egzemplarz po kumotersku podpisany i to w oczach obiektywów, więc spokojnie zacząłem wypatrywać naszych KŁUS-owiczów i wypatrzyłem of kurz
*


*



*



A potem już tylko kilka minut rozmowy we własnym gronie przed Plazą i trzeba było wracać do domciu.
Panda podwiozła mnie na dworzec busików.. Wprawdzie ten na który się przymierzałem uciekł ale złapałem dalekobieżny autokar jadący z Tomaszowa Lubelskiego do Kłodzka i dzięki temu zdążyłem do domu akurat na „Szkiełko”

I to by było na tyle, bo wszystko co dobre, to się niestety szybko kończy



.
_________________
.
Ceterum censeo kaczyzm, ziobryzm et sisizm vel terazizm esse delendam! ;-)
.
"Gruby"
 
 
Ewa z Tarnowa
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-15, 21:17   

>RELACJA WRAZ Z GALERIĄ ZDJĘĆ ZE SPOTKANIA W TARNOWIE<
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandred created by spleen & Programosy modified v0.4 by warna